09. Niebezpieczne informacje.

-Nie będzie żadnego orędzia, które zawsze odprawia ta Wariatka, Rhan, bo dzisiaj jej tu nie ma. Rozdział dziewiąty oczywiście musiała zmienić pod swoje dyktando, bo zdechłaby po prostu...
-Iskierko, przestań być chamski.
-Przestań być dziewczyną, Tyranio. Do rzeczy! Dziewiątka jest interesująca, nie tylko, bo ja jestem główny... Naina, idź stąd! Nie tylko dlatego,  że ja jestem głównym bohaterem, ale dlatego, że zaczyna się dziać coś naprawdę interesującego, w wyniku czego zabiję Mistguna i Graya, pokonam Przybłędę, zostanę mistrzem Fairy Tail i...
-Skończyłeś marzyć na jawie? To daj ludziom poczytać coś mądrzejszego, niż twoje głupie teorie.
-Nie spodziewajcie się Mista w następnym rozdziale, zaraz umrze. Aha, i żeby nie było, że nie mówiłem, rozdział dedykowany Wilczy, bo ja tak powiedziałem. Wilczy, to nic osobistego, to po prostu dobry biznes i lokata kapitału na przyszłość. W sensie, Zołza lokuje ten swój wątpliwy kapitał w Drodze Zniszczenia. Nara.
-Ehem... starym zwyczajem, indżo... Laxus, nie używaj Ryku w gildii!

Dziesiąty raz tego poranka Makarov westchnął, patrząc w sufit i przygryzł wąsy niecierpliwie, ignorując leżące na biurku pismo od Rady. Bla, bla, bla, jak zwykle same głupoty, Fairy Tail ma być spokojne i przestać niszczyć bo podejmą kroki, ple, ple, ple! I co niby zrobią? Spróbują zamknąć wszystkich magów gildii, bo ktoś tam zburzył most, ktoś obrócił w gruzy jakiś ratusz, a ktoś inny zawalił fundamenty jakiejś fabryki? No, dobrze, z tym ostatnim Macao, Wakaba i mały Jet przegięli, ale jak inaczej dzieci mają się rozwijać, jeśli nie przez naukę i próby swoich sił? 
No i jeszcze Laxus...
Jego ostatni wyczyn dotarł do tych głupków z Rady, ciekawe tylko, jakim cudem, i teraz miał na blacie list, który uderzał w ostrzejsze tony. Banda durniów! Nie rozumieli, że młody Dreyar przerwał kilka ogniw łańcucha, który łączył przestępcze organizacje w tej części Fiore? Zrobił to w taki sposób, a nie inny, i trudno! O, no właśnie nie tak do końca... Starzec poprawił się na krześle i znów westchnął przeciągle, a jego wzrok ze znudzonego stał się twardy, poważny.
To prawda, że jego wnuk zrobił coś dobrego, lecz mimo to należało przyznać, że zabił osiemnastu ludzi. Osiemnastu... Dobry Boże, dzieciak miał tylko trzynaście lat! Makarov czuł, że serce mu się kraje na samą myśl o ciężarze, który dźwigał jego ukochany chłopiec, ale był dumny i pełen podziwu, że nie wahał się, gdy musiał wybierać między bezpieczeństwem przyjaciół a tak potworną zbrodnią. Tylko czy był sens, by pochwalać śmierć? I czy rzeczywiście dobre było to, że w obronie siebie i małej Nainy, Dreyar zamordował tych ludzi? Wielu z nich nie było magami, nie mieli szans, aby się obronić. Ale z drugiej strony gdyby tego nie zrobił...! Tak, ale mimo wszystko, morderstwo to morderstwo, i od teraz mały zawsze będzie miał krew na rękach! 
Mężczyzna potarł palcami czoło i przymknął oczy, próbując odgonić od siebie te niejednoznaczne myśli. Nie zareagował zbyt emocjonalnie, gdy usłyszał o wydarzeniach na Galunie, nie strofował wnuka, nie prawił mu kazań ani nawet się nie skrzywił, bo rozumiał, że tak było trzeba uczynić, rozumiał też, w jakim położeniu znalazł się wtedy Laxus, więc nie miał poczucia, że musi go karać. 
-Nie żyjemy w świecie, w którym dzieci magów mają dzieciństwo - mruknął z melancholią. Stało się. To wszystko. A ci z Rady będą musieli to zaakceptować. 

Powiodłem wzrokiem po zebranych przy stole magach z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Mistgun, Bickslow, Evergreen, Gray, Tyrania i Red oddali spojrzenie, równie beznamiętne, co moje, i zgodnie kiwnęli głowami. Przełknąłem ślinę i wziąłem głęboki wdech, a na plecach czułem strużki potu. Szlag, ta akcja przestawała mi się podobać. Siedzieliśmy, głusi na nawoływania i śmiechy pozostałych, gdzieś w tle przewinął mi się Warren i Max, śmignęła ruda czupryna Jeta, ćwok, znów aportował jakieś kubki, popisując się swoją szybkością. Jak pies. Boże w niebiosach, czy to jest gildia poważnych magów, czy cyrk?
Na blacie, pośrodku, leżała niewielka góra kryształów o którą walczyliśmy, i właśnie nadszedł moment, w którym wyłonimy zwycięzcę. Atmosfera zrobiła się gęsta, nikt nie chciał, by pozostali przejrzeli blef, ale napięcie rosło i najsłabsze ogniwa zaczęły się wykruszać. Gray już dawno siedział bez ubrania, a mimo to pocił się niemiłosiernie. Gówniarz, pewnie kłamał, że ma dobre karty, i teraz głowi się, jak wyjść z czystym kontem. Ever poszła na pierwszy ogień.
-Pas. - pokręciła głową i poprawiła okulary. Spojrzałem na Bickslowa i siedzącą obok niego Przybłędę, której na kolanach rozłożył się Majnu, a która miała taką minę, jakby już wygrała. Wszyscy czekaliśmy, zastanawiając się, kto jeszcze odpadnie. Kart nie miałem za dobrych, ale byłem urodzonym kłamcą, blef miałem we krwi i aktualnie bardzo mi to pomagało.
-Pas - westchnął wreszcie Gray, i poszedł w ślady Evergreen. Kiwnąłem głową i rzuciłem wyzywające spojrzenie Mistowi, który przechylił głowę w bok i przybrał zdumiony wyraz twarzy, jakby pytał "chcesz, żebym się poddał? Oszalałeś?", albo to nadinterpretacja.
-E, szlag by was trafił! Pas. - nawet Bickslow odłożył karty, do wtóru głosików swoich diabelskich lalek, które powtarzały jego ostatnie słowo. Zostaliśmy w czwórkę i żadne nie chciało się poddać, więc trzeba było podbić stawkę. Z ciężkim sercem wyciągnąłem z kieszeni moją kostkę do gry i położyłam ją przy pieniądzach, tracąc pewność, że wygram. Mistgun spojrzał w swoje karty, zastanowił się chwilę, po czym bez choćby najmniejszego drgnięcia na twarzy wyłowił z kieszeni szarych spodni długi łańcuszek z krzyżem, podobny do Grayowego. Widząc to, Red wyciągnęła z czerwonych włosów spinkę z niewielkim, błyszczącym szafirowym oczkiem i dorzuciła do fantów z zaciętą miną. Naina spojrzała na nas, znów tym zwycięskim wzrokiem, i poczułem, że moja pewność siebie niebezpiecznie zmalała. Musiała mieć fantastyczne karty, skoro bez wahania sięgnęła po swoje kolczyki, nabijane dwoma małymi szmaragdami i rubinami (wiedziałem, że je ukradła, ale powiedziała, że nie, że kupiła), po czym poprawiła się na ławie z szerokim uśmiechem.
-To co? Sprawdzamy, czy podbijamy stawkę? - zapytała wesoło. To było wyzwanie, wiedziałem o tym, i nie zamierzałem się poddać bez walki.
-Mogę postawić pieniądze z kolejnej roboty? - zapytałem teoretycznie, choć znając pazerną naturę Przybłędy - nie, nie mogłem.
-Nie sprzedawaj skóry na tygrysie, którego nie upolowałeś - powiedziała lekceważąco i odrzuciła długi warkocz ozdobiony lawendą na plecy.
-Na niedźwiedziu - poprawiłem ją.
-Na dziku - zwrócił uwagę Mistgun.
-Wszystko jedno. Nie możesz. - a nie mówiłem?
-No to mogę postawić koszulkę - powiedziałem z żalem, mając na sobie ulubioną czerwoną z żółtym "F".
-Wezmę, dawaj - zgodziła się, jakby już wygrała. Co za baba! Posłusznie ściągnąłem koszulkę i położyłem ją na stole.
-Red, nie zapomnij o oddychaniu - zwróciła uwagę Tyrania, nie patrząc nawet na dziewczynę, której twarz zrobiła się tak czerwona, jak włosy, ale wcale lepsza nie była, bo zauważyłem lekkie zaróżowienie na jej policzkach. O, właśnie! I to jest dobra reakcja na zdjęcie przeze mnie ubrań! Chcę, by moja żona tak właśnie reagowała! A jak nie będę miał żony, to przynajmniej dziewczyna.
-Mistgun? - zielone oczy Przybłędy spojrzały wyczekująco na mruka i wydawało mi się, że usilnie unika patrzenia na mnie. No, no, czyżbym jej się podobał bez koszulki? Nie, przykro mi, oddam się tylko żonie i to po ślubie, moje ciało jest zbyt cenne. A ona go nie dostanie!
-Pas, nie mam nic więcej. - zrezygnował niechętnie dzieciak. Aha, czyli zostaliśmy we dwójkę. Naina wyciągnęła spod tuniki naszyjnik z czymś niebieskim, odpięła go i położyła na stole. Kiwnąłem głową i sięgnąłem do kieszeni, rzucając na stół kilka kryształów, ale wiedziałem, że niepotrzebnie odwlekam to, co nieuniknione. Przybłęda z pobłażliwym uśmiechem dała swoje bransoletki, więc ja oddałem słuchawki, a na jej szpilkę do włosów z tygrysim okiem odpowiedziałem lakrymą grającą.
-Sprawdzamy? - rzuciłem zrezygnowany, a ona uniosła w górę jedną brew. - Jesteś córką demona! - wytknąłem po raz kolejny i rzuciłem karty na stół. - Pas! - zaczęła się śmiać głośno, wesoło, szczerze i zarażała innych tym śmiechem. Pokazała karty na stół, a we mnie zagotowała się krew. Przegrałem ulubioną kostkę do gry i koszulkę, nie mówiąc o pieniądzach, słuchawkach i lakrymie, a wygrała je ta oszustka ze Wschodu czterema dziesiątkami! DZIE-SIĄT-KA-MI! Czy mi się to śniło, czy jak, do cholery?!
-Trzeba ci przyznać, Naina, że umiesz kłamać tak, jak tylko na Wschodzie umieją - zaśmiała się Ever, nie robiąc wielkiej sprawy z przegranej kasy. Tymczasem Tyrania zgarniała wszystko na swoją stronę, ale łaskawie rzuciła mi moją koszulkę.
-Oddaję, bo Red nam zejdzie na zawał, ale kostki nie dostaniesz. Położę ją na poczesnym miejscu nad kominkiem - zapowiedziała z dumą.
-Odzyskam ją - uprzedziłem z błyskiem w oczach, wciągając na siebie ubranie.
-Ta, jasne, tylko najpierw naucz się ubierać - zadrwiła i spojrzała na moją koszulkę. No co? O, faktycznie, zła strona.
-Chcę rewanżu! - wciąż bawiłem się z garderobą, przewracając ją na właściwą stronę.
-Nie dziś. - pokręciła głową i skupiła się na wkładaniu kolczyków, bransoletek i wisiorka z ametystem.
-A kiedy? - zapytałem z pretensją i obrzuciłem zazdrosnym spojrzeniem kryształy na stole.
-Jak będę w nastroju. A teraz...
-No! Ludzie! - donośny głos dziadygi przerwał Nainie, zwracając naszą uwagę w stronę wejścia, w którym stał mistrz, a obok niego niska, niebieskowłosa dziewczynka z książką w rękach. Miała opuszczoną głowę i zarumienione policzki, a kosmyki włosów przewiązała kolorową bandamą. Zgubiła się i teraz trzeba ją było odprowadzić do mamy, a my mieliśmy robić za ochroniarzy vel niańki? Ta gildia zaczyna przypominać przedszkole!
-Przedstawiam wam Levy McGarden! Naszego nowego członka rodziny! - dziadek był z siebie bardzo zadowolony, a na dowód zamówił sobie u Okeyli wielki kufel piwa, siadł na kontuarze i ucieszony popijał sobie alkohol, niczym się nie przejmując.
Dziewczyna, chyba w wieku Graya, choć była jeszcze niższa od niego, stała pod czujnym obstrzałem spojrzeń pozostałych w gildii, których znowu nie było tak wielu, bo wiara niemal w całości wywlekła się na misje. Hmm... jakby się tak zastanowić nad jej wzrostem to ona bardziej karła przypominała... niziutka, malutka była, może to jakaś odmiana skrzata? 
-Cześć, co to za książka? – no, mogłem się spodziewać! Zamiast zapytać dziecka, dlaczego się do nas wprasza i gdzie są jej rodzice, że pozwalają na takie ekscesy, Przybłęda zapytała o tytuł tomiszcza. O książkę! Na Boga Ojca, ta baba nie miała za grosz wyczucia!
Dziewczę podniosło przerażone, brązowe oczy na podchodzącą Tyranię, w tamtym momencie jej współczułem, i wydukała, że coś o smokach. No i masz! Zacznie się teraz!
-O, naprawdę? Mogę zobaczyć? Tak w ogóle jestem Naina, to Majnu. – mhm, standardowa gadka, teraz będzie zachwycanie się kotem.
-Tak, tak – zapiszczał.
-Och, jej! On mówi! – mała z wrażenia prawie upuściła książkę, ale gapiła się jak urzeczona na futrzastego usadowionego w majestatycznej pozie na ramieniu właścicielki. Dobra, ten etap mamy za sobą, co dalej?
-A ty jesteś Levy? Chodź, przedstawię cię całemu towarzystwu. – Naina przejęła książkę i wertowała ją szybko, co cztery sekundy zatrzymując się na dłużej przy jakiejś stronie, i nie odrywając wzroku od kartek, prowadziła dziewczynkę za sobą w naszą stronę. Dobrze, że byłem ubrany, nie wypadało pokazywać się nowej bez koszulki, zwłaszcza, że karzełek miał nie więcej niż siedem lat. Prezentacja przebiegała standardowo, aż nadeszła moja kolej.
-A to Laxus. Jeśli będzie dla ciebie nie miły, powiedz mi o tym.
-I co mi zrobisz, Przybłędo? Pokażesz język? – zadrwiłem. Książka zamknęła się z hukiem, a ja dostałem ciężkie spojrzenie. Przez chwilę rozważałem, czyby od niego nie umrzeć, ale to by była dla niej zbyt wielka satysfakcja, a poza tym miałem do wygrania z nią zakład*.
-Robię ci przysługę, Iskierko, pamiętaj o tym. Jeśli nie będziesz słuchał moich rad i nauk , nie będziesz miły, a jak nie będziesz miły, to cię żadna nie zechce – wygłosiła głupią teorię, z którą zupełnie się nie zgadzałem, bo nie trzeba być miłym dla bab, żeby cię uwielbiały, nawet lepiej, jak jesteś chamski, bo to je bardziej kręci. No, tylko nie w przypadku tej córki demona, dobra. Oho, chyba wpadłem na cudowną, złotą myśl!
-Akurat! – prychnąłem i splotłem ręce na klatce piersiowej. – Wszystkie na mnie lecą! – i oczywiście miałem rację. Dziewczyna przewróciła oczami, niekoniecznie się zgadzając z moimi słowami.
-Ja nie – zaprzeczyła, a ja przyjrzałem się uważniej stojącej przede mną Przybłędzie i uśmiechnąłem się ironicznie.
-Jasne, pozostaje tylko pytanie, czy na pewno jesteś dziewczyną, skoro na mnie nie lecisz. Nikt nigdy nie pomylił cię z facetem? – poddałem pod wątpliwość jej płeć.
-Nie, a ciebie? – myślę, że uśmiechu, który mi zademonstrowała, nauczyła się od samego diabła w piekle. Na taką ripostę nie mogłem odpowiedzieć, bo jak? Tym razem ona wygrała. Zacisnąłem usta i odwróciłem głowę, udając, że nie słyszę krztuszących się ze śmiechu dzieciaków, łącznie z tą nową, która nie miała prawa chichotać w rękaw, ale stojąc za plecami Tyranii była bezpieczna.
-Jesteś beznadziejna – mruknąłem i zajrzałem do swojego kubka, w którym już nic nie było. Bickslow zaśmiał się po swojemu i zebrał karty, tasując je z nienaturalną szybkością.
-Jeszcze jedna rundka? – zapytał, ale Ever zmierzyła go ostrym spojrzeniem i pokręciła głową. -O co ci chodzi?
-Mamy robotę, nie? Zbieraj się, jestem teraz bez kasy i muszę to nadrobić – odpowiedziała i poprawiła brązowe włosy.
-My też powinniśmy iść – zwróciłem uwagę, ale  Naina posłała mi przerażone spojrzenie.
-Zgłupiałeś? Po tym, co było przedwczoraj, jeszcze nie wróciłam do psychicznej równowagi. – oddała książkę Levy, która zajęła miejsce Bickslowa.
-A o tobie można mówić, że masz jakąkolwiek równowagę? – zapytałem, chcąc za wszelką cenę odgryźć się za ten jej ostatni przytyk.
-Pyskujesz mi, Iskierko? – uśmiechnęła się prowokująco, a ja wstałem od stołu, nie mogąc przejść obok takiego wyzwania obojętnie. Czyżby była w nastroju na wielką bitwę, której nie zamierzałem przegrać? I dobrze! Byłem w życiowej formie!
-Uprzejmie zadałem pytanie, jak gentleman, a ty nie potrafisz nawet odpowiedzieć.
-Chcesz powiedzieć, że nie jestem damą? - wycedziła, mrużąc powieki.
-Ta, właśnie to chcę powiedzieć. I wiesz co? Z dziewczyną to ty też masz niewiele wspólnego. – to oznaczało wojnę, oboje o tym wiedzieliśmy.
-Zamorduję cię! – ryknęła i rzuciła się z pięściami w moją stronę. Łohoho! Takiej reakcji się nie spodziewałem! Czyżbym trafił w czuły punkt? Ups! Potrąciłem Graya, przez przypadek, ale już słyszałem:
-Lodowy Twór! Młot! – uniknąłem ataku w ostatniej chwili, zamiast mnie oberwał Jet, znów biegający po całej gildii.
-Ej, gówniarzu! Chcesz zarobić? Sam się prosiłeś. – już zbliżał się do siedmiolatka, ale najpierw musiał pokonać Cerbera – Nainę.
-A ty gdzie?! – wymierzyła mu solidnego kopniaka i znów wróciła do mnie.
-Nie daruję ci tego, Iskierko – wysyczała wściekle i nabrała głęboko powietrza. No, nie. Znów Ryk?
-Układ pierwszy: Bariera ognia! – oho, Red się przyłączyła. Zaczynało się naprawdę nieźle!
-Do roboty, dziecinki! – to Bickslow jeszcze nie poszedł? Jego diabelskie lalki zaczęły miotać zielonymi promieniami na wszystkie strony, waląc w podłogę, filary podtrzymujące sufit gildii, ściany, ludzi, stoły, bez znaczenia.
-Bickslow, dupku, to bolało! – Max, mag piasku, oberwał w ramię, z którego pociekła krew.
-Albo ty lejesz, albo leją ciebie. – wzruszył ramionami czternastolatek w przyłbicy.
-Szpon Smoka Przeznaczenia! – ożeż, w gębę! Nowy atak?! Powietrze rozdarła czarna energia, jakby pazury wielkiego zwierzęcia rozszarpały kawałek materiału… ludzie, to poszło w moją stronę!
-Naina! Za co to było?! – Jet już się podniósł i przymierzał do ataku, na co dziewczyna prychnęła.
-Nie pozwalaj sobie! Jak chcesz uderzyć Graya, to najpierw spróbuj ze mną!
-Przecięcie zmysłów! – trzeba było jakoś uskoczyć przed atakiem i oddać nieświadomej dziewczynie. Wiązka błyskawic pomknęła ku niej, sycząc donośnie i jarząc na piękny, złocisty kolor, ale zamiast w nią, trafiłem w Mistguna.
-Gdzie leziesz, debilu?! – warknąłem, bo miałem ją na widelcu a ten palant musiał mi wleźć przed celownik.
-Ilzuja: Wprowadzenie! – o nie, o nie! Na mnie tej swojej podłej magii używał nie będzie! Fioletowy krąg magiczny właśnie się nade mną formował, dookoła zaczynał się kocioł, ludzie się tłukli na całego, nie zwracając uwagi na płeć czy wiek. Lali, gdzie popadnie, Okeyla stała za barem i coś tam do nas krzyczała, a dziadyga tęgo pociągał z kufla. I niech się nie wtrąca, dopóki nie przyłożę Nainie!
-Układ dziewiąty: Odbicie! – karty Red zawirowały wokół mnie w srebrnej poświacie, a magia wydobywająca się z kręgu Mistguna, zaczęła wracać.
-Dzięki! – zawołałem do niej, a kątem oka zauważyłem coś niebezpiecznie ostrego. Szlag! To ten gówniarz z Północy uformował lancę i właśnie puścił ją w moją stronę!
-Zjeżdżaj, bachor – mruknąłem, omijając broń, która mogłaby rozwalić mi łeb bez większego problemu, i już stałem za dzieciakiem. Dłonią wokół której przeskakiwały błyskawice dotknąłem jego karku na krócej niż sekundę, a mały osunął się bez życia na ziemię. Jeden problem z głowy, teraz kolejny.
-Zejdź mi z drogi, Cyganko. – usłyszałem obok siebie nienawistny syk.
-Zmuś mnie, Przybłędo. – ktoś znalazł równie jadowitą odpowiedź. Spojrzałem w lewo, rejestrując wśród tłukących się Red i Nainę, stojące naprzeciw siebie w bojowych pozach, z determinacją wymalowaną na twarzach, a wokół nich zrobiło się duszno od uwolnionej magii.
-Ryk Smoka Przeznaczenia!
-Układ siódmy: Otchłań!
Wiedziałem, że jak baby zaczynają się lać, to nadchodzi apokalipsa. Od ich energii aż człowieka zamroczyło, wydawało mi się, że widzę gwiazdy z braku tlenu, ale na szczęście nie byłem sam. Tornado czarnej energii zdmuchnęło stołki i pobite naczynia, torując sobie drogę do czerwonowłosej tarocistki, która stworzyła dziwną kombinację tych swoich lewitujących kart, od których znów biła srebrzysta poświata. Wywołały krąg magiczny, który pochłonął Ryk Nainy! Niesamowite! Nie sądziłem, że Red jest taka silna! Energia nagle zniknęła, pozwalając normalnie oddychać, ale to nie był koniec wojny.
-Te twoje karty są całkiem dobre – przyznała Przybłęda. – Ale pochłonęłaś za dużo energii, Cyganko. Mój Ryk to poziom, o jakim nie masz pojęcia. – Uśmiechnęła się wrednie i patrzyła wyczekująco. Czerwonowłosa, której wszyscy się przyglądali, zaczęła ciężko oddychać i wpatrywała się w Nainę szeroko otwartymi. Nagle krzyknęła i coś zwaliło ją z nóg.
-Naina! Co ty jej zrobiłaś!? – zawołałem i już byłem przy leżącej dziewczynie, patrząc na oblaną potem, siną twarz. Red zaczęła się trząść i to zaciskać kurczowo palce, to je szeroko rozcapierzać. Magowie utworzyli dookoła nas kółko i gapili się mając zmartwione gęby, ale żadne nie wiedziało, co zrobić.
-Odsuń się, zaraz… odsuń się Laxus! Do cholery! To jej wina! Mojej magii nie można pochłaniać, nie mając przynajmniej drugiego zbiornika! – warknęła Przybłęda, ale podeszła do coraz słabszej Red. Ciemne oczy zetknęły się z zielonymi tęczówkami, ale nie było w nich złości, tylko pytanie.
-Zaraz przestanie boleć, gdybyś była Smoczym Zabójcą i chciała fizycznie wchłonąć mój Ryk, to już nic by z ciebie nie zostało. – Uśmiechnęła się Przybłęda, a jej szczupłe dłonie dotknęły głowy leżącej i oplotła je zielona, przejrzysta mgiełka, którą już raz widziałem.
-Musisz być potworem, strasznym, silnym potworem. Chcę rewanżu – wyszeptała z ulgą dziewczyna, mrużąc powieki i wzdychając cicho.
-Nie mów nikomu – poprosił Smoczy Zabójca.
-Nie powiem, to twoja sprawa.
O czym one bredziły? I dlaczego są dla siebie takie miłe? Coś mi chyba umknęło w tym całym bałaganie, ale zabrakło mi czasu na myślenie o tym, bo pół minuty później Red wstała, z moją nieodzowną pomocą(!), a Naina rozejrzała się w poszukiwaniu Graya. Gdy zobaczyła dzieciaka leżącego na podłodze, wzięła głęboki wdech i zacisnęła usta w wąską kreskę.
-Ty! – warknęła, rzucając mi wściekłe spojrzenie.
-Na wojnie nie można brać jeńców. – Wzruszyłem ramionami i palnąłem chamską odzywkę.
-Na wojnie? Aaa! – Pacnęła się ręką w czoło, ale zrobiła to tak teatralnie, że po prostu czułem oddech śmierci na karku. Jej reakcja nie wróżyła mi niczego dobrego.
-Bierzcie się teraz za sprzątanie! – zagrzmiał dziadek z kontuaru, wreszcie biorąc czynny udział w awanturze, która już ucichła. Naina machnęła ręką i najbliższe krzesełka wróciły na swoje miejsca, a potłuczone wcześniej talerze nie miały teraz najmniejszej rysy i w całości wylądowały na jakimś stole.
-To kolejna umiejętność Smoczych Zabójców? – zapytałem ze zdumieniem.
-Nie, to kolejna umiejętność Smoczego Zabójcy której matka jest smokiem przeznaczenia. Do roboty – nakazała i podeszła do Graya, obok którego klęczała mała, niebieskowłosa dziewczynina.
Po krótkim rekonesansie oznajmiła, że dziecku nic nie będzie, a Levy najlepiej zrobi, jak sobie posiedzi w bibliotece, do której zresztą usłużnie wskazała drogę i obiecała, że wpadnie do niej za kilka minut.
-Zaczynasz robić z siebie niańkę do wszystkich bachorów w Fairy Tail - syknąłem, gdy podnosiliśmy razem stół i ustawialiśmy go równolegle do baru.
-Tak, łącznie z tobą - odparowała.
-To przestań. Mnie możesz niańczyć, i Mista, ewentualnie Graya, ale nie wszystkich. Później będą z tego problemy. - Wydałem łaskawie pozwolenie, które wywołało chwilowy szok na jej twarzy.
-To tylko siedmioletnia dziewczynka, niby jakie mają być z tego kłopoty? Ty też mnie niańczyłeś na początku. - Wzruszyła ramionami i dźwignęła z podłogi ławę.
-To było co innego - zapewniłem - Później przyjdzie ci do głowy, żeby brać ją na misję...
-Laxus, czy ty jesteś zazdrosny o to, że zajmuję się małą dziewczynką? - przerwała mi z uśmiechem.
-Też! - prychnąłem. - Wymyśl coś lepszego. Mi chodzi o to, że to gildia magów, a nie przedszkole. Jak się tak będziesz angażować, to zobaczysz, skończysz jako matka zastępcza. - Roztoczyłem przed nią nieprzyjemną, moim zdaniem, wizję, ale ona tylko się zaśmiała lekceważąco.
-A ja uważam, że skoro gildia to rodzina, co zawsze podkreśla dziadek, to trzeba się opiekować młodszymi i ich uczyć tego, co sami wiemy. Teraz my ich bronimy i opiekujemy się nimi, ale kiedyś możemy potrzebować ich siły, a jeśli nie przekażemy im naszej wiedzy, to co będzie? - zapytała poważnie, i w sumie miała trochę racji... ale dzieciak to zawsze dzieciak!
-Kto ci to powiedział? - mruknąłem zaczepnie, podnosząc z podłogi kolejną ławę i ustawiając ją przy stole.
-Moja siostra. - Usłyszałem niewyraźnie i prawie się zachłysnąłem powietrzem, nie mówiąc o tym, że ten szok niemal pozbawił mnie czucia w rękach. Innymi słowy ława prawie zmiażdżyła mi stopy.
-To ty masz siostrę? - otworzyłem szeroko oczy.
-Miałam. Nie żyje. - Dostałem krótką odpowiedź, która mnie zmroziła.
-Yhmm... przykro mi - wydukałem, ale ona pokręciła głową i odwróciła się, by odejść do biblioteki w której już czekała na nią mała Levy.
-To było dawno, już jej prawie nie pamiętam. - Kłamała i nie musiałem patrzeć na jej twarz, by o tym wiedzieć. Zrobiła charakterystyczny ruch nadgarstkiem, do wtóru dźwięku tych swoich bransoletek, który stanowił zaprzeczenie je słów. Zaobserwowałem to już jakiś czas temu i byłem dumny z posiadanej wiedzy, ponieważ Naina robiła ten gest nieświadomie i nie łączyła go z kłamstwem.
-Wrócę za kilka minut i spróbujemy w końcu tej fuzji. - Miała dziwnie ściszony głos, a ja jak zwykle w takich sytuacjach nie wiedziałem, co powiedzieć.
-To ja... ten... no... pójdę...
-Jasne - rzuciła krótko i poszła, rozumiejąc moje zmieszanie. Nie minęła chwila, a zjawił się obok mnie Mistgun z nietęgą miną.
-Co jej znowu nagadałeś? - warknął. Popatrzyłem na niego spokojnie, nie reagując na zaczepkę i potarłem dłonią kark.
-Wyjątkowo nic. Ale dowiedziałem się, że miała siostrę. - Nie widziałem przeszkód, dla których Mist miałby o tym nie wiedzieć. Trzymał z Nainą i chyba miał prawo znać jakieś fakty na temat naszej wschodniej przyjaciółki.
-Miała? Czyli... - o, on też nie wiedział co powiedzieć. Jak to dobrze nie być wyjątkiem.
-Ta, miała - powtórzyłem, wzruszając ramionami i obaj zgodnie poszliśmy do tablicy ogłoszeń poszukać sobie jakiejś roboty.

Pałac księcia Rahula Hayat ibn Salam Hayat był najwspanialszą budowlą w Al-Karibie. Usytuowany w centrum stolicy Wschodu, zbudowany z piaskowca, który w promieniach zachodzącego słońca przybierał czerwoną barwę, pysznił się na tle błękitnego, czystego nieba, mając u stóp pomniejsze siedziby swoich sług, z których żadna nie dorównywała Mahat-Dżahsz, Domowi bogów. Pałac miał kilka pięter, wyposażony w potężne okna, których ramy zdobiły ornamenty rzeźbione rękami najwspanialszych artystów Fiore, mozaiki układane kolorowych kamieni i szkieł przedstawiające wielkie bitwy oraz cudowne istoty, stały dopływ zimnej i gorącej wody, wspaniałe ogrody których zazdrościli inni władcy, a w których hodowano rzadkie gatunki roślin sprowadzone z całego świata,  wszystko to czyniło z książęcego domu raj na ziemi. Na najwspanialszym z dziedzińców, nazywany Dziedzińcem Mitru, odpoczywał właśnie książę, władca Wschodu, który podlegał tylko królowi Fiore. Młody mężczyzna ubrany z kaszmirową kamizelkę odsłaniającą muskularne ramiona, klatkę piersiową i brzuch siedział na grubej, puchowej poduszce obleczonej w aksamit, i podziwiał fontannę, którą miał przed sobą, zbudowaną w całości z jadeitu i marmuru, która pośrodku miała rzeźbę bogini Kali z dzbanem na głowie, a z niego tryskała wesoło woda różana. Książę miał nad sobą rozpięty baldachim, nie mógł więc dostrzec błękitu skwarnego nieba kontrastującego z bielą potężnych filarów, wokół których wiły się zielone pędy dzikiego wina. Wdychał zapach kawy waniliowej z odrobiną cynamonu, której dzbanek stał na niskim stoliku ze szkła, a jego spokoju nie zakłócało krzątanie się służby, którą odprawił niecierpliwym machnięciem ręki kilkanaście minut temu. Jego żony także kazał zamknąć w haremie, innej części pałacu, nie chcąc, by wyszły na ulubiony dziedziniec i przeszkadzały mu w rozmowie, którą zaraz miał przeprowadzić, a która miała pozostać tajemnicą. Po chwili jego pełne, czerwone usta rozciągnęły się w uśmiechu, a czarne, niezbadane oczy błysnęły humorem, zapewne jako reakcja na myśli kłębiące się w książęcej głowie. 
Naraz cichy skrzyp bocznych drzwi, z których korzystała jedynie służba, wyrwał władcę z zamyślenia. Zbliżył się doń niski, szczupły mężczyzna z fioletowym turbanem na głowie i ukłonił się nisko trzy razy. Zatknięty za czarnym pasem kindżał pysznił się na tle białej tuniki, duży, oszlifowany szmaragd odbijał słoneczne refleksy, lecz ostre zakończenie zabraniało postronnemu obserwatorowi myśleć, że jest to tylko ozdoba. Ukląkł po drugiej stronie stolika i nie ważył się podnieść wzroku. Książę zmrużył na moment powieki, wszak oczekiwał jeszcze dwóch ludzi, nie tylko klęczącego przed nim Hamzy, szpiega, któremu polecał wypełniać najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne zadania.
-Gdzie pozostali? – zapytał bez wstępów spokojnym głosem, wiedząc, że jeśli przestraszy sługę, ten niechętnie udzieli właściwych informacji i ze strachu spróbuje coś ukryć.
-Gwiazdo Zaranna, obyś panował nad nami przez tysiąc lat, błogosławiony dzień, w którym przyszedłeś na świat! – mężczyzna uderzył czołem o posadzkę, na którą składała się przepiękna mozaika z błękitnych i granatowych kamieni, idealnie oszlifowanych. – Brat mój, którego w swej dobroci wysłałeś w głąb kraju, Ranbir, nie może stać przed twym jasnym obliczem i uderzyć przed tobą czołem, albowiem nogi jego odmawiają mu posłuszeństwa. Kuzyn mój, szlachetny Amir, który wziął udział w naszej wyprawie, i on nie stanie przed tobą, Najjaśniejszy, bowiem jego twarz została starta w proch i nie może mówić. Straszna to dla nas tragedia, o panie, lecz nie skarżymy się wiedząc, że mamy twoje błogosławieństwo. – wiadomość o kalectwie dwóch ludzi służących w gwardii królewskiej, których szkolono na morderców, wprawiła księcia w zdumienie. Patrzył na Hamzę i wydawało mu się, że mężczyzna żartuje sobie z niego, lecz gdy tamten nie podnosił wzroku i wydawał się być faktycznie załamany wypowiedzianymi słowami, władca ściągnął brwi w zamyśleniu i przeanalizował informacje.
-Jakże nogi mogą odmówić mu posłuszeństwa? I co znaczy, że starto na proch twarz mężczyzny? Podróż tak bardzo wyczerpała twoich bliskich? - zadrwił.
-Oto wysłałeś ich, panie, by eskortowali transport z setką ludzi, których przeznaczeniem była niewolnicza praca w naszej części kraju. Opłacono strażników i celników, a ci pozwolili jechać dalej, lecz w ostatnim wagonie znalazła się trójka dzieci, z których jeden wyrządził takie szkody, a był to chłopiec o złotych niczym pierwsze promienie słońca włosach, a w jego szarych oczach widziano głębię piekielną oraz zapowiedź kary za grzechy! – po ostatnim zdaniu Hamza uderzył ponownie czołem o posadzkę, a jego głos zadrżał ze strachu.
-Co to znaczy? – wyszeptał pobielałymi wargami książę.
-O, panie! To nie jest wszystko! Ludzie, których wysłałeś, oni byli magami, a ich silne zaklęcia nie jednego pokonały. Lecz gdy rzucili Zaklęcie Wygaszenia na tego chłopca, krąg magiczny rozsypał się, niczym wydma na pustyni, a wokół niego… - Hamza przełknął ślinę ciężko. -… a wokół niego jarzyły się błyskawice, i gdy on powiedział „idźcie”, tak one poszły i posłuchały go, raniąc śmiertelnie dwóch, których groby są niedaleko Magnolii. Brat mój, który wiele w życiu widział, zląkł się śmiertelnie, bowiem przy chłopcu był rudy kot, a na jego plecach były skrzydła, zwierzę unosiło się w powietrzu i mówiło, co nie jest dobrym znakiem! Wedle jego słów mierzyli się z Gromowładnym bogiem, Indrą, niech będzie pochwalone jego imię, a ten nie znał litości i odebrał memu bratu czucie w rękach i nogach, a twarz mego kuzyna zmienił w krwawą masę, której widok mrozi krew w żyłach. Najpotężniejszy, Synu bogów, gdyby to rzekł mi inny, nie uwierzyłbym i kazał go wychłostać za kłamstwa, ale gdy powiedział to mój brat, ja uwierzyłem, albowiem znam go i to rozumiem, że nie mówiłby, gdyby to nie było prawdą. – słowa Hamzy tchnęły w księcia zabobonny strach przed istotami wyższymi, sprawiły, że po plecach spłynęły stróżki potu a ręce zaczęły się trząść. Czterech doświadczonych magów, zawodowców, zabójców, ruszyło przed tygodniem by odebrać transport stu niewolników, którzy mieli przynieść zysk skarbcowi królewskiemu, a którego zasobność malała. A w zamian za opłacenie sprzedawców i transportu, nie było zysków, a jedynie dwóch kalekich ludzi i pogłoska o wcieleniu Indry, boga piorunów.
-Hamza, ty zdobędziesz informacje o tym dziecku – nakazał po chwili władca, i położył na stole dwa grube mieszki. Ostatecznie złość wygrała ze strachem, a ta nakazała mu zlokalizować dziecko, które pozbawiło go wielkiej sumy pieniędzy. Władca, któremu nikt nigdy się nie przeciwstawiał, poczuł, że zadrwił sobie z niego chłopiec, zagrał mu na nosie, obrażając go przed wspólnikami, którym obiecano zapłatę. Jakim prawem byle smarkacz ośmiela się tak traktować najwspanialszego z ludzi chodzących po ziemi?!
-Panie… - sługa chciał zaprotestować, ale książę uniósł rękę i przerwał mu.
-Nie jest bogiem, póki ja tego nie ogłoszę. Traktuj go jak zwykłe dziecko, lecz silne, i donieś mi natychmiast, jeśli czegoś się o nim dowiesz. Wynagrodzę cię podwójnie za poniesione straty, ale dopiero, gdy dowiem się, kto to jest Gromowładny bóg.
-Będzie, jak rozkazałeś, o, Najjaśniejszy. - ponowny ukłon upewnił księcia, że jego rozkazy wykonane będą co do joty, lecz to nie był koniec rozmowy.
-Co się zaś tyczy drugiej sprawy, którą mi poleciłeś, Synu bogów, moi szpiedzy obserwowali oazę już od miesiąca, nie śpiąc i nie jedząc, a donieśli mi wczoraj, że smok zniknął. - rysy twarzy księcia wygładziły się i stężały, tworząc maskę, której nikt nie potrafił rozszyfrować.
-Co znaczy "zniknął"?
-Nikt nie potrafił tego pojąć, wraz z nadejściem nocy, gdy pokazał się księżyc, istota powstała ze swego leża i rozpłynęła się w powietrzu, bez jakiegokolwiek odgłosu. - Hamza pominął informację, że później usłyszeli potężny ryk, który zmroził krew w żyłach jemu i trzem jego towarzyszom, a to, że jego ludzie nie jedli i nie spali... no, też nie było do końca prawdą.
-Ja widzę prawdę, Hamza! Jeśli ty próbujesz mnie okłamać, tak tedy ja udowodnię ci, że syn bogów nie sprawuje władzy na daremno! - zasyczał książę, jakby się domyślał wszystkiego, ale jego spojrzenie wcale nie odbijało jego pewności siebie, co mężczyzna dostrzegł i wykorzystał.
-Panie mój, moja dusza należy do ciebie, ty widzisz, czy mówię prawdę, czy nie, lecz wiesz, że nie ośmieliłbym się kłamać memu władcy. - zabrzmiała służalcza odpowiedź, która nie miała nic wspólnego z jednoznaczną, której chciał książę. 
-Jeśli przyniesiesz mi informacje na temat tego Gromowładnego, wynagrodzę trud twój i twego brata podwójnie. 
-Ty się nie obawiasz gniewu twoich ojców, Najwspanialszy? - zapytał zdumiony Hamza, który wierzył w opowieść brata, ale nie specjalnie dawał temu wiarę, nie wierząc, by rzeczywiście bóg Indra objawił się w dziecku, które nie miało w sobie ani kropli krwi szlacheckiej.
-Ten dzieciak nie będzie przeze mnie uznany za wcielenie Indry wszechpotężnego, póki nie zobaczę go na własne oczy i póki mi tego nie udowodni. A ty będziesz za to odpowiedzialny i jeśli mnie nie zawiedziesz, dam ci pałac, pieniądze i kobiety, lecz jeśli spróbujesz mnie oszukać, resztę dni spędzisz w podziemiach. - to zapewnienie wystarczyło, by mężczyzna odegnał strach i puścił w niepamięć przerażone spojrzenie oraz makabryczną historię zasłyszaną od brata. 
Wieczorem, gdy Hamza odpoczywał w jednym z Przybytków w Dzielnicy Czerwonych Latarni, spotkał się ze swoim informatorem, któremu wydał nowe polecenia.
-Znajdziesz Gromowładne dziecko, dowiesz się o nim wszystkiego i powiesz mi, a ja to wynagrodzę. Nie czyń mu jednak krzywdy, gdyż Sahib zapewne będzie chciał go żywego. Rozpocznij w Magnolii, bo niedaleko tego miasta zdarzyła się ta piekielna tragedia. - nakazał odzianemu w szary płacz postawnemu mężczyźnie, który tylko skłonił się płytko i bez słowa wyszedł na gwarną ulicę, umykając kobiecym dłoniom i nie reagując na ich zaczepki. Hamza miał przeczucie, że wraz z nadejściem informacji o złotowłosym dziecku, dorobi się ogromnej fortuny, jeśli tylko będzie ostrożny i uważny w rozmowach z księciem, niech żyje przez setki lat, bo za jego panowania Hamza był już bardzo bogatym człowiekiem i wiedział, komu to zawdzięcza.

-Jesteś kompletnym beztalenciem!
-Powtarzasz się, Przybłędo!
-Nie, to nie ma sensu! Nauczenie ciebie czegokolwiek to katorga!
-Ja też cię nie znoszę, ale nie mam wyjścia! - odkrzyknąłem i rozłożyłem się na trawie, oddychając płytko. O, ludzie! Ale byłem padnięty! Próbowaliśmy wykonać z Nainą fuzję Ryków, ale nasze energie, zamiast łączyć, odpychały się wzajemnie i ona twierdziła, że to moja wina.
-Żeby zrobić fuzję, trzeba się wzajemnie rozumieć! Musisz znać maga, z którym walczysz! - trenowaliśmy na ulubionym (chyba) wzgórzu, Majnu rozłożył się wygodnie i standardowo pod drzewem nieopodal nas, a ja wysłuchiwałem jej krzyków.
-Właśnie Przybłędo! A ty mnie nie rozumiesz! - podniosłem się do pozycji siedzącej, i wlepiłem w nią uparty wzrok. Stała pochylona, opierając ręce na kolanach i też oddychała szybko, zmęczona.
-Musisz zmienić trajektorię! - warknęła.
-Diabli wiedzą, co to jest! - odparowałem wściekły, że posługuje się słowami, których nie znam.
-Tłumaczę ci to od dwóch godzin, durniu! Tor ruchu! Tor ruchu Ryku! Musisz go ustabilizować i skierować go przed siebie, ale tak, żeby szedł prosto cały czas, a nie, do jasnej cholery, przez chwilę i trafiał w ziemię! - tupnęła nogą, dając upust swojej złości, a ja zacząłem się śmiać, bo wyglądała cholernie komicznie.
-A co  to zmienia? - prawie się zakrztusiłem.
-Wszystko, ty ośle! Jeśli nie nadamy im tego samego toru, to się odpowiednio nie scalą! Jesteś głupi, zamknij się. - Na swoją obronę mam to, że nawet nie chciałem się odzywać, a i tak mnie zjechała. Usiadła na trawie naprzeciwko mnie, podparła rękami i zagapiła w wieczorne niebo. - Ubierz się - mruknęła po chwili, mierząc mnie spojrzeniem, pod którym dumnie się wyprężyłem. A, niech się gapi, co mi tam! Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, ja z ironicznym uśmiechem, ona z miną w stylu "nie wiem, co robisz, ale to nie śmieszne", i po chwili oboje zaśmialiśmy się, chyba z samych siebie. 
-Wiem, że ci się podobam. - Przeciągnąłem się i miałem taką pewność wypowiadanych słów, że nie dbałem o jej zaprzeczenia, które, o dziwo, nie nadeszły.
-Nie lubię chamskich, aroganckich blondynów. - Pokazała mi język.
-Pewnie nie. - Wzruszyłem ramionami. - Ale uwielbiasz dobrze wychowanego, kochanego, słodkiego Laxusa.
-Masz sobowtóra? 
-Przybłęda - odparowałem bez agresji i wciągnąłem na siebie czerwoną koszulkę, leżącą obok mnie.
-Iskierka - mruknęła w odpowiedzi i wskazała głową lakrymę i moje słuchawki, bezpiecznie spoczywające przy Majnu pod drzewem. - Weź je, póki mam dobry humor.
-Myślałem, żeby cię wyzwać na jakiś pojedynek i zażądać ich w zamian za wygraną, ale skoro tak... - oboje byliśmy zmęczeni, ale nigdy na tyle, by nie prowadzić zaczepki słownej, która chyba stała się jakimś rytuałem w naszej relacji. 
-Ej, o czym gadałaś z Red? Wtedy, w pociągu? - zapytałem, ciekawy tamtego fragmentu naszej podróży do Hargeonu. Bądź, co bądź, należały mi się wyjaśnienia, dlaczego musiałem wyjść z pociągu, nie?
-Nie twój interes - odcięła się tylko i uśmiechnęła złośliwie.
-No weź! Przecież nie jestem paplą, jak dziew... jak inni. - uff, w porę się powstrzymałem, ale spojrzenie zielonych oczu było zbyt długie, jak na niczego nie domyślającą się właścicielkę.
-Pogadałyśmy od serca, jak to dziewczyny - powiedziała powoli, jakby zastanawiała się nad doborem słów. Od serca? A co to, cholera, znaczy?
-Ja chcę wiedzieć konkretnie.
-Ja chcę wiedzieć konkretnie - przedrzeźniała mnie, robiąc dziwne miny. - Gadałyśmy o tym, co zrobimy, jeśli komuś coś się stanie. - zapatrzyła się w niebo, taki specjalny wybieg, żeby uniknąć mojego spojrzenia.
-No i co? - uniosłem jedną brew, czekając na zakończenie, znając ją, bardzo efektowne.
-No i powiedziałam, że jeśli komuś z was coś się stanie, to nic, bo was wyleczę, a jeśli mi... - wzruszyła ramionami, pozwalając mi w myślach dokończyć. Oj, miałem jej do powiedzenia!
-Jesteś chyba nienormalna! Mielibyśmy cię zostawić?! Nikt w Fairy Tail nie zostawiłby swoich przyjaciół!
-O, to już nie jestem Przybłędą? - zauważyła złośliwie, ale machnąłem lekceważąco ręką, by mi nie przerywała. 
-Nie możesz...!
-Laxus, zamknij się. - A jednak przerwała! Głupia baba! - Nie chodziło o to, żebyście mnie zostawili. I wiem, że nigdy byście tego nie zrobili, a jeżeli przeszłoby wam to przez myśl, to nawiedzałabym was zza grobu. Nie. Chodziło o to... - westchnęła i zgarbiła się, chyba nie do końca chciała mi wyznać, o co chodziło. - Red ma... trochę dziwne pojęcie na mój temat - podrapała się po głowie z zamyśloną miną. 
-Co to znaczy? 
-No, ona... od początku wiedziała, że coś jest nie tak. I o to właśnie zapytała. Więc próbowałam jej wytłumaczyć, tylko, że nie do końca mi uwierzyła. - Skrzywiła się. - No, a dzisiaj, po tej naszej bójce, w końcu dotarło do niej, że mówiłam prawdę.
-Ale prawdę z czym?
-Nie zrozumiałbyś. - Pokręciła głową. Nabrałem powietrza, by zaprotestować, ale zgasiła mnie "tym" spojrzeniem. - Po prostu mnie posłuchaj, dobra? Jak będzie potrzeba, to wszystko ci wytłumaczę. O ile sam się nie domyślisz. - No, czyli w sumie dowiedziałem się tyle, ile wiedziałem wcześniej, wiedząc, że Red wiedziała. Boże! W jakim świecie ja muszę żyć? I z kim musiałem współpracować?
-Czego ty w zasadzie słuchasz? - zapytała po chwili.
-Puszczę ci, co? Czekaj. - podniosłem się ze stęknięciem i wziąłem swój sprzęt. Wróciłem, usiadłem obok niej, podałem jedną słuchawkę, drugą założyłem na swoje lewe ucho i aktywowałem lakrymę. Przez kilka sekund miała szeroko otwarte oczy, gdy usłyszała moją ulubioną solówkę Flasha, a później kiwała głową w takt muzyki, mając na twarzy szeroki uśmiech.
-Ej, podoba mi się. - O, miała gust! Bardzo dobrze, to już był jakiś krok ku wzajemnemu zrozumieniu. Znaczy, bardziej to ona rozumiała mnie, niż ja ją, ale w sumie tak powinno być. 
Nagle podniosła się, zdejmując słuchawkę, i spojrzała gdzieś w dal z poważną miną, szukając czegoś wzrokiem. Wydawała się być bardzo przejęta, jakby usłyszała coś naprawdę interesującego, i czekała w napięciu. Pociągnąłem nosem i nie poczułem nic, poza jej chłodną magią, lecz usłyszałem czyiś oddech. Nie był to odgłos człowieka, ponieważ tchnienie było zbyt głębokie, jak na ludzkie płuca, wydawało mi się też, że magia Nainy nabiera większego stężenia i wyrazistszego niż dotychczas zapachu oraz koloru.
-Co? -odważyłem się odezwać po minucie ciszy, podczas której Majnu się obudził i podszedł do nas chwiejnym krokiem. Błogi uśmiech który wtedy zobaczyłem na jej twarzy, wprawił mnie w konsternację. Na dodatek ona i futrzasty posłali sobie jakieś dziwne, konspiracyjne spojrzenia, po czym zgodnie klapnęli na trawie i czuć było, że mają wyjątkowy nastrój.
-Nie, nic, nic - odparła, usiadła i miała taki dobry humor, że zaproponowała, że rano możemy sobie zrobić wolne od treningu. Byłem trochę zdezorientowany, ale nie miałem zamiaru protestować. Swoją drogą, chciałem trochę się wyluzować i po prostu nic nie robić.


Mallleństwa, ogłaszam, że jestem już po testach, więc moim priorytetem teraz jest skupienie się na waszych blogach i nadrabianiu zaległości.
Btw rozdział w całości należy do Wilczy. Kłaniam Ci się nisko, dziękuję za Twojego bloga, a za Twój talent to ja ofiarę całopalną złożę w podzięce. Jesteś mistrzem, chcę pisać jak Ty. Kurwa, nic więcej nie potrafię powiedzieć.
Co się tyczy rozdziału, mam nadzieję, że wprowadziłam jakiś nowy akcent na Wschodzie, i jest to trochę bardziej wiarygodne przez sposób mówienia i traktowania władcy, jaki zaprezentowałam. Starałam się ze wszystkich sił, akcja nabiera tempa, zaczyna się to, co zapowiadałam w opisie.
*chodzi o zakład z rozdziału 4

19 komentarzy:

  1. Pierwsza!!! Nie ma prezentu na dzień dziecka... Ale jest na piąteczek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kotenieńku!!! Co z tego, że byłam pierwsza, jak nie raczyłam skomentować??? Właśnie… Kajam się bardzo mocno!!! Wiesz, rozmawiałyśmy na gadu, ale nie pisnęłam ani słówkiem, że uruchomiłam kompa po to, by przybyć na Twojego bloga i wreszcie począć nadrabiać zaległości. Chciałam mieć dla Ciebie niespodziankę :D. I mam nadzieję, że się udała. Komentarze, raczej, nie będą tak długie jak te ostatnie, ale kto wie??? No ja sama nie mam pojęcia, dlatego już cśśś i lecimy z koksem :).


      Przyznam szczerze, że już na samym początku tą „uroczą” wymianą zdań zdobyłaś me serce :). Jak zawsze zresztą jestem Ci szczerze oddana i bardzo podobało mi się użycie ryku wewnątrz gildii. Tak właśnie powinno się stać, ot co ;). Wiem, że w ramach przeprosin powinnam ułożyć stronicowy, albo i dłuższy, wierszyk, ale niestety dzisiaj, po zmianie czasu, jestem totalnie rozbita i jakoś nie mam weny… Może pod kolejnymi rozdziałami mi się uda??? Na pewno nie przegapisz tego momentu :).

      Hahaha!!! Jak wyobraziłam sobie małego Jeta na misji z Wakabą i Macao, nie mogłam przestać się uśmiechać :D. A późniejsze rozkminy Makarov’a… No cóż, sądzę, że mój umysł w podobny sposób tenteguje to, co się stało. Tak źle, tak niedobrze. I co wybrać??? Mniejsze zło, czyli pozbawić życia ludzi, którzy byli szumowinami i nie mieli większego znaczenia dla Dreayar’a i społeczeństwa Fiore, czy może pozwolić zabić siebie i Nainę??? Pół biedy, jeśli „tylko” śmierć czekała na dziewczynę. Kto wie, co takie typy spod ciemnej gwiazdy mogli jej zrobić??? Właśnie. A Rada niech się gryźnie, kłania przez Laxusem, jego magią i całym Fairy Tail, i na dodatek wyśle list dziękczynny dla Mistrza. Uważam, że nawet sam król powinien zarządzić coś takiego, a nie, siedzi sobie w tym swoim zamku, na tym swoim tronie i wydaje polecenia, niepotrzebne nikomu, po prostu by je wydać i udawać, że jednak coś robi. No, ja tak to widzę.

      Hahaha!!! „Ćwok” – no nie mogę!!! Leżę i kwiczę :D. Jet aportujący??? Hahaha!!! I jeszcze ta beznamiętna relacja Laxusa :D. Uwielbiam jego „uczuciowe” wypowiedzi :D. A ta gra w karty to już pod One–Shotem mnie rozwaliła :D. To ich targowanie się – no genialne!!! Nie sądziłam, że żaden nie będzie chciał popuścić i postawi wszystko, co cenne :). No mega!!! Jeszcze nie znam wyniku, ale już się domyślam :D. Bo wiesz, Rhan, ja buduję powoli napięcie i do najlepszej części jeszcze nie dotarłam :D. Hahaha!!! Wiedziałam!!! Jeden wielki blef Nainy :D. Ona jest zadziwiająca i jedyna w swoim rodzaju, za co ją wielbię!!! Ale bardziej wielbię Ciebie, bo to Ty ją stworzyłaś :D. Oj Laxus, Laxus, żeby się nawet nie umieć ubrać i rozpraszać nagą klatą Red??? No wstydź się i przyodziej coś na grzbiet :D. Bo wiesz, ja też lekkich spazmów dostałam :D. A moja twarz jest jak dojrzały pomidor, ot co :D.

      Yay!!! Pojawiła się Levy!!! Ale fajnie :). No i Naina się nią zajęła – słodko!!! Może zamiast być magiem, powinna zostać przedszkolanką, co??? Gray, Levy, za jakiś czas inne dzieciaki :D. I tu się zgodzę z Laxem, powstaje gildyjne, nieopodatkowane przedszkole dla osób w przedziale wiekowym 1–100, bo w końcu Makarov to duże dziecko i jego też należy wziąć pod uwagę :D. Co z tego, że do setki nieco mu brakuje??? Jest tak pomarszczony, że role Baby Jagi ma zagwarantowaną :D.

      Usuń
    2. Hahaha!!! Od słowa do słowa i mamy konwersację z użyciem ciosów :D. To lubię!!! Kobieto, jak mi się podobało to wszystko, co napisałaś!!! Normalnie jestem porażona!!! Coś niesamowitego!!! I jeszcze batalia Naina vs. Red – kya!!!!!!!!!! Tylko jak to??? Red przegrała??? Hmm… Coś niebywałego!!! Wiem, że Naina ma siłę woła czy coś koło tego, ale Tarocistka też jest niczego sobie, prawda??? A tym, że Smocza Zabójczyni miała siostrę, totalnie mnie zaskoczyłaś!!! Myślę, że moja stopa zostałaby zmiażdżona, bo z wrażenia upuściłabym mebel, dźwigany teraz przez Laxa. Hmm… Coraz bardziej mnie zadziwiasz :D. I jeszcze warknięcie Mista – kocham!!! Niby taki cichutki, ale gdy idzie o Nainę, potrafi zaryczeć jak lew :D. Podoba mi się to :D.


      Hahaha!!! Zacne imię ma księciuniu :D. Ale teraz muszę coś nieco dłuższego zacytować: „Pałac księcia Rahula Hayat ibn Salam Hayat był najwspanialszą budowlą w Al-Karibie. Usytuowany w centrum stolicy Wschodu, zbudowany z piaskowca, który w promieniach zachodzącego słońca przybierał czerwoną barwę, pysznił się na tle błękitnego, czystego nieba, mając u stóp pomniejsze siedziby swoich sług, z których żadna nie dorównywała Mahat-Dżahsz, Domowi bogów. Pałac miał kilka pięter, wyposażony w potężne okna, których ramy zdobiły ornamenty rzeźbione rękami najwspanialszych artystów Fiore, mozaiki układane kolorowych kamieni i szkieł przedstawiające wielkie bitwy oraz cudowne istoty, stały dopływ zimnej i gorącej wody, wspaniałe ogrody których zazdrościli inni władcy, a w których hodowano rzadkie gatunki roślin sprowadzone z całego świata, wszystko to czyniło z książęcego domu raj na ziemi. Na najwspanialszym z dziedzińców, nazywany Dziedzińcem Mitru, odpoczywał właśnie książę, władca Wschodu, który podlegał tylko królowi Fiore. Młody mężczyzna ubrany z kaszmirową kamizelkę odsłaniającą muskularne ramiona, klatkę piersiową i brzuch siedział na grubej, puchowej poduszce obleczonej w aksamit, i podziwiał fontannę, którą miał przed sobą, zbudowaną w całości z jadeitu i marmuru, która pośrodku miała rzeźbę bogini Kali z dzbanem na głowie, a z niego tryskała wesoło woda różana. Książę miał nad sobą rozpięty baldachim, nie mógł więc dostrzec błękitu skwarnego nieba kontrastującego z bielą potężnych filarów, wokół których wiły się zielone pędy dzikiego wina. Wdychał zapach kawy waniliowej z odrobiną cynamonu, której dzbanek stał na niskim stoliku ze szkła, a jego spokoju nie zakłócało krzątanie się służby, którą odprawił niecierpliwym machnięciem ręki kilkanaście minut temu. Jego żony także kazał zamknąć w haremie, innej części pałacu, nie chcąc, by wyszły na ulubiony dziedziniec i przeszkadzały mu w rozmowie, którą zaraz miał przeprowadzić, a która miała pozostać tajemnicą. Po chwili jego pełne, czerwone usta rozciągnęły się w uśmiechu, a czarne, niezbadane oczy błysnęły humorem, zapewne jako reakcja na myśli kłębiące się w książęcej głowie.
      Naraz cichy skrzyp bocznych drzwi, z których korzystała jedynie służba, wyrwał władcę z zamyślenia. Zbliżył się doń niski, szczupły mężczyzna z fioletowym turbanem na głowie i ukłonił się nisko trzy razy. Zatknięty za czarnym pasem kindżał pysznił się na tle białej tuniki, duży, oszlifowany szmaragd odbijał słoneczne refleksy, lecz ostre zakończenie zabraniało postronnemu obserwatorowi myśleć, że jest to tylko ozdoba. Ukląkł po drugiej stronie stolika i nie ważył się podnieść wzroku. Książę zmrużył na moment powieki, wszak oczekiwał jeszcze dwóch ludzi, nie tylko klęczącego przed nim Hamzy, szpiega, któremu polecał wypełniać najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne zadania.”
      Powyższy fragment normalnie powalił mnie!!! Leżę i kwiczę i nie mogę wyjść z podziwu jak genialnie opisałaś to wszystko!!! Uwielbiam opisy, a w Twoim wykonaniu po prostu kocham!!! Rhan, pisz dla nas jak najwięcej i proszę, zostań sławną pisarką!!!

      Usuń
    3. Niesamowite!!! Czyli sprawa z wysadzonym pociągiem wraca do nas :D. Czuję, że teraz to już w ogóle się będzie działo!!! Zemsta i takie sprawy, sasasasa :D. Kurde, z ta Dzielnicą Czerwonych Latarni to pojechałaś po całości, mycha ;D. Normalnie akcja jest taka wartka, ze mam wrażenie, iż czytam książkę najlepszej pisarki na świecie :). Wg mnie nie masz sobie równych :). I całkowicie zdobyłaś moje serce :). Uwielbiam „Baśnie z 100 i jednej nocy”, a dzięki temu księciu i całej akcji, mam wrażenie, że tam jestem, że cofnęłam się do czasów Aladyna i latających dywanów, i mogę cieszyć oczy pięknem tamtejszych miast. Och, Rhan, jesteś niesamowita!!! Kłaniam Ci się nisko :). I jeszcze ten smok, którego więzili – czuję, że sprawa nie umrze śmiercią naturalną :D. A skoro to smok, to z pewnością ruszy w stronę Smoczych Zabójców :). Piękniście!!!

      Hahaha!!! Kocham ich treningi :D. Normalnie uwielbiam!!! I jestem zdziwiona tym, że Naina z życzliwości serca oddała naszej Iskierce to, co przegrał z nią w karty :). Heh, oni się llllllllllllllllllubią :D. To jest niezaprzeczalny fakt :D. I w sumie ja tez jestem ciekawa, na jaki temat prowadzona była konwersacja w pociągu??? Laxus, wyduś to z niej!!! Ale migiem :D. W ogóle zauważyłam, że większość akapitu komentarza zaczynam od „Hahaha”. Przypadek??? Nie sądzę :D.


      No i czas na kilka słów podsumowania. Kurcze, właściwie wszystko, co chciałam wyrazić, zamieściłam wyżej i teraz brak mi zwyczajnie elementu zaskoczenia. No to może tak: jestem niepomiernie zachwycona rozdziałem. Od samego początku pokazujesz nam FT, które było wcześniej, którego nie znamy z anime, ani z mangi. Za to wielkie dzięki, kochana, bo jest to nie lada wyczyn i trudne zadanie, którego się podjęłaś. Wychodzi Ci to koncertowo. Myślę, że z powodzeniem mogłabyś zastąpić Rubika i sprawić, że wszyscy klaskaliby pod Twoje dyktando, gdyż zasługujesz na owacje jak mało kto. Uwielbiam czytać wszystko, co wychodzi spod Twojej ręki i cieszy mnie fakt, że na tym blogu nie poprzestaniesz :). No cóż, skoro już wiem to chyba mogę wyrazić swój zachwyt??? Najwyżej skręcisz mi kark w jakiejś ciemnej uliczce, jeśli miała to być tajemnica wagi państwowej :). Trudno, poszło już w eter :D. Hmm… Hmm… Cóż jeszcze mogę napisać??? Na pewno przeprosić Cię, że dopiero teraz nadrabiam zaległości, ale jak to mówią „lepiej późno, niż wcale”, chociaż jak dla mnie, jest to bardzo naciągane tłumaczenie, ale lepsze takie, niż żadne :D. Poza tym „tonący brzytwy się chwyta”, dlatego ja też kombinuję jak tutaj wybrnąć z trudnej i nieciekawej sytuacji zaległości. Z Shi nie mogę się zgodzić. Mi rozdział czytało się bardzo przyjemnie :). Szczególnie fragment o księciu Rahulu :). Mam słabość do tego imienia po wielokrotnym obejrzeniu „Czasem słońce, czasem deszcz”. Bo SRK tak bardzo ♥. Ale zeszłam z tematu, jak ma w zwyczaju. Hmm… Co jeszcze??? Może bądź z nami na zawsze i twórz takowe wspaniałości, które karmią oczy, duszę i ciało, lepiej niż obiad mamy??? No i taka pointa chyba jest najlepsza :D. Ja ne, Kochana :***.


      Ps. Kotek, wkradł Ci się błąd. „Niemiły” piszemy razem :).

      Ps.2. Kotek, totalnie nie mogę sobie przypomnieć, o jaki zakład chodziło w tym 4 rozdziale… Przybliżysz coś???

      Ps.3. Dzisiaj ino 3 strony, a w zasadzie 2, bo cześć zerżnęłam z Ciebie :D. Oczywiście jako cytat, ale zawsze :).

      Usuń
    4. Kochana nie masz pojęcia jak wspaniale było przeczytać ten komentarz!! Śmiałam się jednocześnie czując wielką dumę z siebie że Ci się spodobała ta 9, mówiąc szczerze liczyłam że opis pałacu z "czymś" Ci się skojarzy <3 SRK 4ever!!! W 4 chodziło o zakład kto poerwszy zoatanoe magiem S, gdyby wygrał Laxus to dręczy Graya przez tydzień, gdyby Nai to ma yokan i pieniądze z misji ale nic na nich nie robi. Dziękuję za tyle ciepłych słów, naprawdę niezmiernie się cieszę że zaszłaś tu do mnie na dłużej i dodałaś mi wielkiego kopa energii do pisania. Mam wielką nadzieję że dalsze rozdziały Cię nie rozczarują :* błąd poprawiam, dziękuję za niego. E tam, niczego Ci nie będę skręcać bo nawet nie chcę. Wyrządziłabym wielką zbrodnię światu a Laxus by mnie umordował na miejscu. Słońce dziękuję jeszcze raz :* :*

      Usuń
    5. Bardzo mnie cieszy, że miło Ci się czytało :). Mi również, a szczególnie to o Rahulu :D. Miałam wrażenie, że to krajobraz z "Paheli", bo to w końcu piękna baśń :). No i ogółem pokazałaś swój geniusz :). W ogóle jestem zaskoczona, że tak szybko odpowiedziałaś na mój komentarz :D. Chyba na mnie czekałaś, co??? Żarcik :D. Cieszy mnie też, że dałam Ci okazję do uśmiechu :). Czyli to, co napisałam o sobie na jednej stronce, nie jest przesadzone :). Arigato ;***.

      A co do zakładu, to racja!!! Jak ja mogłam zapomnieć, że Iskierka będzie mógł dręczyć Fullbustera??? Ech, czas sięgnąć po Bilobil :D.

      Rozdziały NA PEWNO mnie nie rozczarują, bo nie ma po prostu takiej możliwości :D. Na bank będę nimi oczarowana jak zawsze, bo to Twoje dzieła :***.

      Mówisz??? Laxus by Cię zamordował??? Nie, nie ma opcji takiej :D. Prędzej sam by mnie ukatrupił, bom mu nieraz dopiekała i z pewnością czeka na możliwość rewanżu w wersji siłowej, prawda Narwańcu??? Zresztą, nie będę czekać na jego odpowiedź, bo a nuż przejdzie do czynów??? Wolę nie sprawdzać i jak ginąć, to tylko z Twoich rąk, Rhan :D. I nie masz za co dziękować :***. Postaram się tu wkrótce zawitać, możesz być pewna, że już się mnie nie pozbędziesz :***.

      Twoja R.

      Usuń
  2. Czytam, czytam i czytam. I nie wiem co czytam. Musiałam kilka razy przeczytać niektóre zdanie, bo, sta... Młoda! Waliłaś tak trudne słowa, że pierwszy raz widzę je na oczy. Ten rozdział okropnie trudno mi się czytało, aczkolwiek nie był zły. Tylko męczyłam się z analizą tekstu. Jak to!? Red nie wygrała w karty? Why? Przecież ona Królowa Kart jest. Powinna znać jakieś sztuczki. Karta w rękaw i wygrać! A nie ta szma... Szmalec Naina xd. Nienawidzę jej. Jak zobaczyłam, że wygrała, to chciałam sięgnąć po pistolet. Laxus... Może zgramy w poker'a? I kto wygra ściąga koszulkę? (czyt. my nick: Shi Mistrz Pokera Enjeru). W poker'ze, to jestem dobra xd. W oszukiwaniu i nie. Zawsze farta mam :D Widzę, że Roszpuncia mnie prześcignęła, ale ja pierwsze wstawię komentarz! (Chyba, że ktoś już stawił jak pisze właśnie tą wiadomość).
    Nagisa - Też chce grać w takiego pokera!
    Shi - Se chciej.
    Nagisa - ...
    Taaaak! Dajesz Red! Uderz Nainą o ścianę! Użyj ją jako szmaty do podłogi! Prawy, lewy sierpowy! CIągnij za włosy! Daj potrzymam Ci kolczyki! Coooo?! Jaka bezczelna Naina... W ogóle nie wiem gdzie jest ograniczenie mocy Nainy. Nie wiem czemu, ale ona WSZYSTKO (tak, kurwa WSZYSTKO) umie. D: Ona ma siostrę i nie żyje? Pffff...Nie dziwię się. Też bym się zabiła, gdybym miała mieć Przybłędo Złodzieja ze Wschodu :P Nie obrazisz się? Nie czytałam tego drugiego akapitu, bo to chyba coś związanego z Nainą, a ja tego nie chce czytać z czystego kaprysu. Jeżeli są tam jakieś ważne informacje, to kiedyś może do tego wrócę, ale jak na razie nie mam humoru.
    Właśnie Laxus! To twoja wina! Nie... Czekaj... TO WINA NAINY! Bo ona ma tak poplątaną moc, że nie wiem na czym ona polega, a co dopiero Laxus! Pffff... Nie dziel się słuchawkę... Nie dziel się słuchawką... Nie pokazuj jej muzyki... KURWA! Zrobił to... LAXUS NIE MYJE USZÓW!!! ŚCIĄGAJ TO, BO CI UCHO ODETNĘ! ;-; Why? Dlaczego mi to robisz? D: I co to za uśmieszek na końcu!? Chce zgwałcić Laxus'a? Wut? Nie, nie. Shi przesadzasz już. Sumimasen!
    Trzy egzaminy za Tobą? To dobrze! Masz czas na nadrobienie innych blogów (czyt. Mojego bloga xD). Btw. Jestem świeżo po nowym chapter'ze. Ciekawie się zapowiada. Podoba mi się :D. Oczekuję na kolejny rozdział! Życzę zdrowia i weny, pozdrawiam! Ja ne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shi, ominęłaś akapit z Laxusem, skarbeńku :* Nie było tam praktycznie niczego o Naine.
      Umiejętności Nai wyjaśnię... wkrótce.
      Nope, nie chce zgwałcić Laxusa, w jej wieku to chyba nie na miejscu ^^ Trudne słowa? Jakie? Weź mi je napisz, proszę, to zmienię. Naprawdę ciężko się czytało... hmm... dziwne.

      Usuń
  3. AHAHAHHAHAHHAHAHAHHAHAHA :D jak wstęp!!!! :D Za to Ulqiorra ściągnie dla Rhan swój arrnacarski płaszczyk, już ja to zzaranżuje... A! A Ty mi pisz jakieś cech Rhan, pisz mi i myśl, bo tam gdzie ja jestem na etapie swojej drogi, będę za chwilę chciała wprowadzić Rhan :D Przeczytasz o niej za długooo jeszcze, ale ja na dniach już będę pisać o Rrrrrrrrrrhan-arrrrrrrancarrrrce ^^ Także! Daj mi jakieś info! A ja wracam do rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czaaaaisz, zabierają mi kompa, gnojeeee..... Zabieraja mi i krzyczą, że nie wstaneee!! NO I CO!!! Kto, kurwa, wymyślił, żeby wstawać o piątej! Żal, ból i masakra! :((( Taki żal... Nawet muzyki sobie nie zgrałam i już mi lapka pakuja... :(
    Wuuuut.
    Wbije jutro na telefonie dokończyć se w samochodzie mniam mniam na dobry dnia pocżatek, sluchajac lany del rey (ostatnia moja obsesja - poslychaj bel air - i ten tekst - don't walk away from my sof ressurection!!!!! - czy jakos tak ^^ ALE! Ale! ale.... *chlipie*)
    I wgl..I to Laxxxxx mi takie dedykacjeeee, nom ja nje wjem czo Grimm na to :D Dobra dobra, biznes is biznes, ale jak to było w "Ojcu"? Że się idzie na materace nie?:D
    Mwehehehehheheheheh <6

    Aaaaa, wrócę za... *liczy* za pieć godzin, jak net w komie pzowoli!

    A u mie najpozniej w niedziele bedzie czwarty czapter ^^ Mam napisany,a le oczywiscie milion razy musze jeszcze sparwdzic, bo ja i literowki to po prostu jak stare dobre małżeństwo </6

    aaaa. wracam za chwile! nie wierze, ze dałam sie pokonac w walce o lapka, jak można tak Wilczego traktow.... *Wilczy zostaje ogluszona i odciagnieta od komputera*

    Grimm: Dobrakurwananoc, hehe. Śpij, Rhan i myśl o frraction, bo jak mi wstrzymasz akcje, a mi się, kuźwa pali lekko, to se inaczej pogadamy... Wiesz jak. *ignoruje stłumione krzyki protestu zakneblowanego jego łapą Wilczego*. AaaaAa, Pantery dwa, no, Aizeny pod kołdery :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grimm, nie bij, nie wyciągaj Pantery, ja już napisałam na Drodze wstępne informacje! Wilczy jutro odczyta i będzie wiedziała mniej więcej, bo ej! Frraction będzie epizodem, nie? To jakoś szkic nakreśliłam. Tobie też, i Hagane pod poduchą.
      Wilczy, zabij ich! Jak tak można zabierać kompa i oszałamiać!? Co to, kurde, jest za biznes? Ale cieszem siem, Laxus uznał że tak ma być bo wgl Grimmjowa szanuje chłopina, choć niebieskiego nie lubi, bo Mistgun ma niebieskie kudły więc ten... No, rozumuesz. Czekam na niedzielę!!! Still waiting. Okey, przesłucham Lany, jak polecasz to ofkors <3

      Usuń
  5. Jak tak będziesz wilczego wyzywac od miszczuf to mu w końcu sodoweczka odbije!:D :* :* dzizys zostań mym prywatnym psychologiem a żadnych problemów mieć nigdy ze sobą nie będę. Za sesję grimmjow będzie Ci płacił w naturze <6

    Aaa zostalo mi 9% baterii więc konkretnie skomentuje jak mnie odwioza do domciu. Jeszcze wyboje jakieś zero litości nie dość że i tak nie umiem pisać na tym shicie...

    Ale rozdział tak bardzo mi podróż urozmaicił!!! Ten rozpadzie na początku, ta bojka o ja nie moglam XD wooooooo!
    I wgl ten wschod!
    I wgl Naina.... ???
    Zamiast mnie rozdziały sycic to coraz większy niedosyt mam aha, chce wieeeeeecej!
    Wrócę wieczorem bo już tylko 6% :D
    :*:*:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w tym swoim cudownym sadystycznych nastroju, w którym hejcę wszystko i wszystkich. Zaczynajmy maraton zrzędzenia!

    1. Naina
    Boże... Jak tak baba mnie wkurwia! I chyba nie tylko mnie. Nie, no ale serio, przekokszenie poziom hard, moce wszystkie i na zawsze, jedna (!) wada i same zalety, może jest jeszcze jakimś wcieleniem Mojry, co?! Laxusie, widzisz, a nie grzmisz!

    2. Red
    Jak na wymyśloną postać, to dla mnie jest ona porażką. Mniejszą od Nainy, ale porażką. Moc Cany, zachowanie Juvii, wygląd Erzy. Oryginalność jak stąd do stąd i z powrotem.

    3. -Ludzie, ja takich błędów nie robię! - czyli interpunkcja.

    -Lubię koty. - powiedziała.
    Źle.
    -Lubię koty - powiedziała.
    Dobrze.

    I to tyle. Pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, ale jakoś mnie to nie interesuje xD. Chyba, że Morze Czerwone nadchodzi. Tsunami ją zakrywa...! Dobra ogar *Daje sobie w pyszczol* Jeszcze nie przeczytałam tam tego, ale jak przelecę wzrokiem po tekście, to jeszcze napisze komentarza ^^

      Usuń
  7. Bożeno, to był ciężki weekend, niestety wczoraj nie byłam już w stanie odpalić kompa. I to wcale się z powodu pif! Po prostu poległam, padłam na pysk i wstałam dzisiaj o 13 <6 Wilczy lubi rozpizd, krew na ścianach, gwiżdżący oddech śmierci na plecach i takie tam.

    To ważne, żeby postacie wzbudzały emocje. Taka chyba ich w zasadzie rola. Ja mam w sobie coś takiego, że lubię nie lubić jakiejś postaci :D Czasami ten nielubiany charakter pochłania więcej mojej uwagi niż cały sztab ulubieńców. To w jakiś chory sposób dodaje mi energii. Zwłaszcza jak mnie ktoś podkurwi na tym punkcie. Taki Aizen dla przykładu. Ostatnio dowiedziałam się, że mam takie sama okulary jak ta ciota (nie mam, ale dla złotej zasady buntu rzuciłam okularami przez pokój, woląc być ślepa, niż budzić skojarzenia z tą pizdą). Nie wiem czemu, ale w jakiś sposób taki Aizen może być dość inspirujący.
    Nie wierzę, ze to napisałam. Mam nadzieję, że moja bratowa tego nie przeczyta, bo stracę całą reputację, a moje codzienne monologi na temat tego dlaczego trzeba Sosuke nienawidzić stracą sen, a kiedy one stracą sens, straci sens moja smutna egzystencja.
    „Albo ty lejesz, albo leją ciebie.” – soł tru! :D

    Wgl duzio perłek miałam na uwadzę jadąc autem, a teraz kuxwa nie mogę ich znaleźć…  Dobra, jestem na lekkim kacyku i mój wzrok może nie jest w najlepszej formie ale… Trzeba było nie rzucać tymi okularami, ech.

    Ale ten motyw na wschodzie mi się podoba. Poczułam klimat. Udało Ci się to napisać w innym stylu niż wydarzenia w gildii, dzięki czemu miałam bardzo żywe wrażenie zmiany miejsca. Wgl podoba mi się motyw łączenia narratorskiej stylów, że można z pierwszej osoby, a potem z trzeciej patrzeć na akcję dziejącą się w choj dalej od miejsca przebywania głównego bohatera. Tez tak kcę!

    Moja uwaga na dziś to dziwny wyraz „Ożesz”. Uwielbiam go, zwłaszcza w takiej kombinacji „Nożeż kurwa mać!”. Bardzo często słyszą to przechodnie spacerujący pod oknami Wilczego ^^ I właśnie! Długo i w różnych rzeczach szukałam, aby dowiedzieć się, jak go prawidłowo zapisać, że razem to raz i że podobno dwa razy samo „ż”. Nie dam sobie za to pazura obciąć, ale podzieliłam się swoim odkryciem ;)

    Aha! Przypomniła mi się jedna z perełek!
    „wygłosiła głupią teorię, z którą zupełnie się nie zgadzałem, bo nie trzeba być miłym dla bab, żeby cię uwielbiały, nawet lepiej, jak jesteś chamski, bo to je bardziej kręci. No, tylko nie w przypadku tej córki demona, dobra.”
    TAK <6 :D

    O, o i to:
    „-Pewnie nie. - wzruszyłem ramionami. - Ale uwielbiasz dobrze wychowanego, kochanego, słodkiego Laxusa.
    -Masz sobowtóra?”


    Coś jeszcze chciałam dodac... aha zaraz... koncentracja wskoczyła mi na lvl 2...

    Rhan-Arrancar! Pojaw się w późniejszej części historii i już mam dla niej zadanie, a zadanie to będzie polegało na zakumplowaniu się z Hagane między innymi! :D Dlaczego to w swoim czasie wyjdzie myslę. O tak, od razu sobie też pomyślałam, że to będzie musiała być żywiołowa postac, musi wszakże uczucia swoje okazywać i za szefa nadrabiać :D O tak! Jasne, zielone oczy – na Drodze jeszcze nie mam nikogo z ielonymi oczami! A tak lubię zielonookich!
    Epizod… Tego obiecać nie mogę :D Ale wydaje mi się, że z tego coś więcej może się właściwie ukroić. Tylko, że wpadacie z Ulqiem w późniejszej fazie historii… Zdradzę tyle, że jestem na rozdziale 9 (kurwa mój zajebisty plan sześciu rozdziałów spalił!) i jeszcze was nie ma! Ale już bliżej niż dalej.

    Oky! Zmyka „zredagować” swój rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, hej, hej!!!
    Coś widzę, że trochę się spóźniłam, a Ty przyśpieszyłaś ze wstawieniem rozdziału.

    Dlaczego tak krótko? Ja się pytam, dlaczego??? Zanim się porządnie wczytałam, już był koniec. No i przerwałaś w takim słodkim momencie <3 Oni dwoje... i Majnu... A te ich sprzeczki, wyzwiska rozwalają system. Są urocze... (Tak, jestem w romantycznym nastroju).

    Jak Red mogła przegrać w karty? o.O Coś podejrzewam, że chciała dać wygrać Laxusowi, a tu ta wredna Naina się wwaliła.
    I oczywiście bójka - nieodłączna część Fairy Tail.
    Ciekawi mnie ta dziwna tajemnica Nainy i Red.

    Pojawiła się Levy!!!!!!!!! Pewnie dogada się nieźle z Nainą. Ta ich miłość do książek. No i oczywiście standardowa reakcja na gadającego kota :3 Majnu, kiedyś przyprawisz kogoś o zawał.

    Laxus podejrzewany o bycie Gromowładnym bogiem - Indrą. Buhahahhahahah!!! Yin wyczuwa jakąś grubszą akcję. Twarz starta na miazgę, połamane kończyny, musi być krwawa zemsta... Tylko, po której stronie, będzie lała się krew??? Chyba każdy zna odpowiedź... Laxus rozwali wszystkich :3

    OdpowiedzUsuń