33. Chleba i igrzysk [III]

Taak. Pierwszy rozdział trzeciej serii, który napisał się sam.  Oby reszta poszła choć w połowie tak szybko, jak ta podwójna trójka. Wybaczcie, że trochę przemknęłam w czasie - uznałam, że rozwlekanie sprawy z Radą byłoby niepotrzebne, bo jeszcze nas to czeka, więc na teraz sobie oszczędziłam. Plus wątek Jellala. Yup. To też.
Indżoj. 

32. Zbiera się na burzę [II]

Znacie ten moment, kiedy word ma was gdzieś i usuwa wam pół rozdziału, bo tak? A potem włączacie jakiś kretyński skrót klawiszowy, zupełnie o tym nie wiedząc, robicie jakiś błąd, chcecie usunąc dwie litery, a znika wam cały paragraf? No to, cholera, przybijmy sobie piątki czy szóstki! Niemota ze mnie, bo jak zobaczyłam, że usunął mi się paragraf opisujący iluzję Mista, to zgadnijcie, co zrobiłam? 
WCISNĘŁAM TEN CHOLERNY BACKSPACE JESZCZE RAZ!
 I yeb, dziesięć procent rozdziału od początku... Już nigdy nie wzruszę lekceważąco ramionami, jak ktoś powie "złośliwość rzeczy martwych".  Nigdy.
Ych... To był najcieższy rozdział. Serio. Momentami pisałam go na siłę i zdaję sobie sprawę, że nie wygładziłam tego dostatecznie. Z pewnością jakieś opisy odbierzecie jako zbyt surowe. Ale po prostu chciałam skończyć tą serię. A już szczególnie ten rozdział. 
Jeśli chodzi o czcionkę... Nie ma nic pomiędzy "mega-wielki-i-w-ogóle-nieestetyczny-rozmiar" a "oj-maluśki-maluśki-jako-rękawicka". Przypryszym. Word od dawna mnie nienawidzi, teraz blogspot. Kiedyś musiało do tego dojść. No nic. 
Indżoj.