32. Zbiera się na burzę [II]

Znacie ten moment, kiedy word ma was gdzieś i usuwa wam pół rozdziału, bo tak? A potem włączacie jakiś kretyński skrót klawiszowy, zupełnie o tym nie wiedząc, robicie jakiś błąd, chcecie usunąc dwie litery, a znika wam cały paragraf? No to, cholera, przybijmy sobie piątki czy szóstki! Niemota ze mnie, bo jak zobaczyłam, że usunął mi się paragraf opisujący iluzję Mista, to zgadnijcie, co zrobiłam? 
WCISNĘŁAM TEN CHOLERNY BACKSPACE JESZCZE RAZ!
 I yeb, dziesięć procent rozdziału od początku... Już nigdy nie wzruszę lekceważąco ramionami, jak ktoś powie "złośliwość rzeczy martwych".  Nigdy.
Ych... To był najcieższy rozdział. Serio. Momentami pisałam go na siłę i zdaję sobie sprawę, że nie wygładziłam tego dostatecznie. Z pewnością jakieś opisy odbierzecie jako zbyt surowe. Ale po prostu chciałam skończyć tą serię. A już szczególnie ten rozdział. 
Jeśli chodzi o czcionkę... Nie ma nic pomiędzy "mega-wielki-i-w-ogóle-nieestetyczny-rozmiar" a "oj-maluśki-maluśki-jako-rękawicka". Przypryszym. Word od dawna mnie nienawidzi, teraz blogspot. Kiedyś musiało do tego dojść. No nic. 
Indżoj.

[04] Krótko i na temat

Rozdział miał być w piątek. Nie było. Przepraszam. Powodem jest osobista tragedia, pewnie niektórzy znają temat. A jak nie znają, to niech tak będzie jak najdłużej, szczerze życzę.
Ufff...  No ale życie leci, więc nie ma co marudzić. Ostatni rozdział serii pojawi się jak najszybciej, zapewne jakoś w środę/czwartek, albo o północy między tymi dniami. A co będzie dalej? Gromowładny jeden raczy wiedzieć.
Dziękuję za cierpliwość.

Uchylam kornetu.