28. Droga siostro [II]

Na waszym miejscu nawet bym tutaj nie zaglądała.



Ace nie pojmował cierpliwości Maliki. Od, co najmniej, godziny siedziała, praktycznie w bezruchu, i wysłuchiwała argumentów pozostałych pięciu mężczyzn, którzy za punkt honoru obrali sobie zdefiniowanie rodzajów magii. Nie żeby to było zgodne z zagadnieniem które wyłuszczyła im Malika, ot tak, po prostu, uznali, że będzie to wygodniejsze niż odpowiedź na jej pytania. A pytań było sporo, szczególnie tych trudnych.
Malika miała przed sobą ludzi, którzy przewodzili niewielkim grupom rebeliantów w innych miastach Wschodu. Już dawno zdobyła ich sympatię, polegającą głównie na słowach, a ponieważ miała wielkie plany, potrzebowała ich pełnej siły oraz otwartej deklaracji. W tym celu wysłała do nich Ace’a, który po kilku bezsennych nocach sprowadził dziwnie zmieszanych mężczyzn, nie kwapiących się by choćby spojrzeć na Malikę.
W żadnym innym wypadku nie pozwoliłaby sobie na takie opóźnienie, lecz Ace o tym nie wiedział. Miała mało czasu, a potrzebowała każdych rąk do pomocy – tylko dlatego zachowywała spokój.
— To jakaś histeria — mruknął Ace, oglądając przekrzykujących się o błahostki mężczyzn.
— To polityka — odparła i zdecydowała się interweniować, wiedząc, że dalsze milczenie nie przyniesie jej żadnego rozwiązania. — Jeśli skończyliście dyskusję to chciałabym...
— Nie skończyliśmy! — huknęło z czterech gardeł a Malika, nie obdarzona przez naturę wystarczającą dozą cierpliwości, postanowiła inaczej zaprowadzić porządek.
Uwolnienie magii przyszło jej niemal intuicyjnie do głowy jako środek, który zawsze działał. Ace się wzdrygnął gdy fala mroźnej energii rozeszła się w namiocie, w którym siedzieli, odgrodzeni przed wzrokiem pozostałych. Na pozostałych magia wywarła większe wrażenie - zamilkli i, choć niechętnie, zwrócili się w stronę Maliki.
— Nie mam czasu na wasze swary — zaczęła dziewczyna, wodząc po nich chmurnym spojrzeniem — i nie mam siły by udawać, że jest inaczej. Potrzebuję was i waszych ludzi, nie tylko zapewnień o przyjaźni. Wiecie, w jakiej znajdujemy się sytuacji i wiecie co planuję zrobić. Oczekuję deklaracji, broni i czynnego wsparcia.
Czekała, wierząc że podejmą rozsądną decyzję.

Podczas gdy Malika naradzała się na pustyni, w  Mahat-Dżahsz podejmowano kroki których by nie aprobowała. Co więcej, z całą stanowczością zrobiłaby wszystko, by im zapobiec.
Jego wysokość Rahul Hayat Ibn Salam  Hayat Ibn Mustalik Hafsaam, który zupełnie nie przypominał młodziutkiego księcia sprzed trzynastu lat, odpoczywał w pałacowych ogrodach, mając przed sobą człowieka nie wyglądającego na mieszkańca Wschodu. Łysą głowę znaczyły cztery długie blizny a w obszernych rękawach jasnego płaszcza próbował ukryć nieproporcjonalnie duże dłonie o powykrzywianych palcach. Jasna karnacja zdradzała północne pochodzenie, a czerwone plamy na twarzy, że źle znosił upał.
Patrzył prosto na księcia, nie próbując nawet stwarzać pozoru szacunku lub uległości. Rahul, nie nawykły do takiego zachowania, zastanawiał się jak powinien zareagować, nim jednak zdążył podjąć decyzję, jego gość zaczął rozmowę.
— Zapewne myślisz sobie, wasza wielmożność, iżem zjawił się tutaj bez konkretnego powodu — łgał od pierwszego słowa i Rahul był tego świadom. Co znaczyło „bez konkretnego powodu”? To książę pchnął gońca do Rady i w tak uniżonych słowach, na jakie było stać jego dumę dopraszał się widzenia. Po cóż więc ten dziwny człowiek przedstawiał sprawę w taki sposób?
— Bynajmniej...
— Otóż Rada — przerwał z emfazą gość, a książkę, któremu nikt nigdy nie śmiał przerywać spurpurowiał na twarzy — życzy sobie znać dalsze poczynania w pierwszej kolejności co do buntowników.
— Rada — wycedził Rahul, przechylajac się odrobinę w stronę siedzącego — powinna wziąć pod uwagę, że w pewnym mieście i w pewnej gildii ukrywa się buntowniczka a także Laxus Dreyar...
— Ach, Gromowładny bóg — podjął z przekąsem drugi i spojrzał na księcia pobłażliwie, jakby się dziwił, że szesnastoletni mag został w ogóle wspomniany — to nikt kogo należałoby się obawiać. Przeciwnie, sądzimy, że zbagatelizowanie problemu będzie tu najodpowiedniejszym działaniem.
— A jednak przyspoprzył problemów — rzucił ze złością książe. Wysłannik Rady próbował zamaskować śmiech kaszlem.
— Taaak — przeciągnął spolegliwie — mając trzynaście lat wieku można rzeczywiście spowodować niezwykłe szkody. – A widząc, że Rahul zabiera się do riposty uniósł władczo dłoń. Raczej pewność siebie niż sam gest zatrzymały władcę i zaskoczenie, że ktoś miał czelność w ten sposób traktować Najjaśniejszą Gwiazdę. — Rada zapomni o tych wybrykach, tak jak o aferze niewolników — dodał znacząco.
— Buntowniczka! Dlaczego Rada nie dostarczy mi jej?!
— Nie jest moim zadaniem objaśniać mądrość Rady, zdradzę jedynie, iż buntowniczka, kimkolwiek by nie była, zostanie sprowadzona do Al-Kariby. To stąd uciekła.  Nic więcej nie wolno mi powiedzieć poza tym, by doradzić cierpliwość, wasza wielmożność.
— Ta dziewczyna i Gromowładny. Dopóki nie będą martwi...!
— Zdaje się, że zapomniałeś, wasza wielmożność, o oczywistym: to Rada stawia warunki. Wschód niewiele ma do zaoferowania a więc nie może występować w roli negocjatora.
— Mam ludzi...!
— Niewielu, skoro utopiłeś we krwi niemal całe młodsze pokolenie a ci, którzy zostali, wydadzą cię bez wahania — odparł beztrosko gość, puszczając gniew najpotężnijszej osoby we wschodniej części Fiore mimo uszu.
— Rozległe koneksje, surowce, rękodzieło... Mój kraj jest potężny!
— Twój kraj — wycedził rozmówca, poirytowany dziwnym według niego wyobrażeniem na temat niewielkiej wschodniej części — to część Fiore, a zapewniona ci autonomia nie upoważnia do myślenia o nim jak o odłamie. Przeciwnie, Rada oczekuje większej wdzięczności, szczególnie po tym, co uczyniła dla ciebie w ciągu ostatnich lat.
Rahul musiał odpuścić. Wobec takiego argumentu złożył broń, ośmielając się jedynie posyłać gościowi wściekłe spojrzenia. Pragnął pozbyć się jego towarzystwa i nagle poczuł się intruzem we własnym pałacu – nie mógł wydać żadnego rozkazu uchybiającemu wysłannikowi Rady.
— Oczekujemy szczegółowych informacji na temat buntowników; ich liczby, broni, położenia, sojuszników. W zamian za to, jesteśmy gotowi zaoferować niezbędną pomoc.
Jeszcze tego samego wieczora jego wysokość wezwał dowódcę siatki szpiegowskiej operującej na terenie całęgo Wschodu.

Wyjeżdzaliśmy właśnie z tunelu gdy Gray zdecydował się przerwać nasze dostojne milczenie i z właściwą sobie ciekawością zadawał pytania, skrzętnie unikając patrzenia na  Red.
—A wiesz,  Laxus nas trochę terroryzował jak cię nie było.
— Ooo?  Iskierko? — spojrzałam na Laxusa i wróciłam do Graya. Nastolatek nie wyglądał na przestraszonego, nawet gdy opowiadał o tym, jak to on i Natsu wykonywali polecenia Dreyara przez cały dzień za to, że popsuli Okeyli kontuar, a wspomniany zaczął tracić cierpliwość. Syknęły iskry, co tylko zachęciło Graya do dalszych zwierzeń.
— Co za głupie stworzenie — cmoknęła z dezaprobatą Red, posyłając mojemu bratu pogardliwe spojrzenie. — Nie masz się czym chwalić. Niszczenie wszystkiego dookoła nie jest chwalebne.
— I ty to mówisz? — zripostował Gray, szczerząc się radośnie. — A jak pół roku temu wysadziłyście z Ever budowę nowego muzeum to co?
— Czyżbyś nawracała się na ciemną stronę mocy, Cyganko?
— Pewne czyny mają usprawiedliwienie. Zrobiłam to ze względów, których nie zamierzam ci tłumaczyć. I tak byś nie zrozumiała.
— No gdzie, w końcu niszczenie to moje hobby!
— Dlaczego nie zostałaś na tej swojej pustyni tak długo, aż by cię szlag trafił?
— Ej, nie mów tak do mojej siostry!
— A wepchnąć ci te twoje skrawki papieru w gardło? Od razu byłoby ciszej.
— Mogłabyś w końcu...
—  To ty mogłabyś...
— Zamknijcie się — interweniował Laxus, do tej pory względnie spokojny. Odwróciłyśmy się od siebie z Red w głębokim postanowieniu, że nie odezwiemy się do siebie do końca podróży, a nawet do końca świata. — Jak się tak bardzo nienawidzicie to róbcie to z klasą, w ciszy. Wiedziałyście o wzajemnym udziale, więc mogłyście zrezygnować z tej roboty. Nie zamierzam się z wami użerać.
— Już czego ty nie zamierzasz, Iskrówko — warknęłam, ale posłusznie zarzuciłam myśl zerwania z Red pasów.
Na cel wzięliśmy Atheneum, potężne miasto niemal pośrodku zachodniego wybrzeża, w którym postanowiliśmy urządzić bazę wypadową. Najłatwiej było tam wmieszać się w tłum i usłyszeć interesujące plotki, nawet jeśli wydarzenia, które nas zajmowały, wydarzyły się kilka lat temu.
Za Hargeonem przesiedliśmy się do pociągu jadącego prosto do naszego celu, w wagonie panował taki tłok że musieliśmy się rozdzielić zajmując pojedyńcze wolne miejsca. Gray zerkał na mnie co jakiś czas, jakby chciał się upewnić...
Nie było dnia żebym nie robiła sobie o to wyrzutów. Zresztą uzmysławiałam sobie potęgę mojej hipokryzji, bo wiedziałam, że drugi raz zrobiłabym to samo, a jednak zapewniałam, zaklinałam się i obiecywałam. Ten chłopak dokonał kiepskiego wyboru, jeśli chodzi o starszą siostrę.
Poza Grayem, Maliką i gildią martwiła mnie sprawa Mista. Byłam gotowa zrobić wszystko, co mogłam, aby pomóc mu odnaleźć brata i choć poświęciłam czas na znalezienie informacji, nie miałam wielkiej nadziei. Jeśli dzieciak dawno nie był martwy, to został z niego strzęp człowieka, o ile rozpatrujemy go w kategorii opętanego. Egzorcyzm równie dobrze mógł go zabić. Być może taka opcja byłaby najmniej bolesna dla Mista a najbardziej pożyteczna.
Nie mniej znalezienie wyspy, której nie było i wieży, której, tak samo, nie było, plasowało się na miejscu pierwszym tygodniowego rankingu problemów. Poza magią wtórną liczyłam, że zwykłe badania terenu nam pomogą. Zamierzałam zaopatrzyć się w starsze i najnowsze mapy, porównać je i wpaść na trop – był to najmądrzejszy, w mojej opinii, pomysł. 

Zawsze, gdy zaczynałam myśleć o czymś poważnym, kończyło się to na jakichś wspomnieniach, szczególnie sprzed trzech lat. Wtedy, w pociągu do  Atheneum, wróciłam do pierwszego dnia w gildii, pierwszego spotkania z Laxusem, wnukiem Makarova. Nie lubiłam obcych a w wypadku Dreyara butne spojrzenie potęgowało wspomnianą niechęć. Gdy tylko zapytałam go o Fairy Tail, chciałam to cofnąć. Wyzwał mnie wtedy na pojedynek i starł kurz z drogi...
Uśmiechnęłam się, mimowolnie podnosząc głowę i szukając w tłumie Laxusa. Sterczące na wszystkie strony blond kudły jakoś nie wyróżniały się z tłumu, tak jak poważny, moim zdaniem na pokaz, wyraz twarzy. Lax siedział kawałek ode mnie, po drugiej stronie przejścia i zdawał się pogrążony w myślach. Mhm, taki mocny bo rzuciłam Troję, nie musiał się kompromitować zwijaniem z bólu!
Równocześnie wróciły do mnie jego słowa sprzed dnia, gdy pytał o małago Natsu – wzruszyła mnie troska ale też dało mi to do myślenia. Mój krótki wywiad środowiskowy, poczyniony nawet bez szczególnej uwagi, dał mi jako takie pojęcie o zdolnościach umysłowych wspomnianego Smoczego Zabójcy. Jak na ironię, ten szybko zapalający się dzieciak miał w rękach siłę ognia – najbardziej niszczycielskiego żywiołu w naturze. Natsu wystarczyła chwila nieuwagi by zrobić komuś krzywdę, zupełnie niechcący, i nawet jeśli mówiliśmy tu o Fairy Tail – gildi w której członkowie zawsze się piorą bez względu na porę – niekontrolowanie takiej mocy mogłoby skończyć się tragicznie. Ten dzieciak wyznający zasadę siły zamiast pomyślunku zaczął zastanawiać mnie na tyle, bym przypomniałą sobie wszystkie związane z nim szczegóły.
Natsu miał biały szalik od którego na długość Magnolii byłam w stanie wyczuć smoczą magię. Podejrzewałam, że był w nim zaklęty jakiś artefakt związany z rasą mateczki, ale ręki bym sobie za to nie ucięła. Ponad to Natsu wspomniał o swoim ojcu, Igneelu, na temat którego wiedziałam, iż był królem wszystkich Ognistych smoków więc destrukcyjna siła wydawała się być pewną spuścizną. To sprowadzało nas znów do konkluzji że dzieciaka trzeba będzie obserwować, kontrolować i porządnie przeszkolić, co też, naturalnie, wzięłam od razu na siebie.
Lenora kiedyś mówiła mi o Igneelu... Dobry Boże, że też byłam na tyle krnąbrna tamtego dnia, by zupełnie nie dawać jej posłuchu! Czasem moja głupota doprowadzała mnie samą do szewskiej pasji.
Rozmyślania przerwał mi gwizd – to pociąg zatrzymał się w Abalen, niedalego Atheneum. W wagonie zrobiło się luźniej, a Laxus i Gray skorzystali z tego w tym samym czasie i zajęli miejsca na przeciwko mnie. Dreyarowi nie bardzo odpowiadało towarzystwo mojego brata ale nic nie powiedział. Nachylił się do mnie i wyszeptał, niemal nie poruszając wargami:
— Myślisz, że go znajdziemy po tej stronie?
— Nie wiem, ale mam plan — odparłam, znów przybierając beztroską postawę.
— A jeśli nie damy rady go uratować, to też masz plan?
Kiwnęłam głową w odpowiedzi, po czym już głośniej poruszyłam temat Dragneela. Laxus wydawał się niewruszony moimi słowami, znał mnie zbyt dobrze by nie wiedzieć, że kolejny Smoczy Zabójca w gildii z mety musiał przejść pod moją kuratelę. Myślę, że w tym temacie miał wyrobione zdanie.
— I że co? – Rzucił nagle ze złością Gray, patrząc na mnie jak na zdrajcę. — Będziesz go trenować, bo ma być silniejszy?

— Nie – westchnęłam cierpiętniczo — będę trenować i jego i ciebie, żebyście byli silniejsi i by w razie jakiegoś wypadku twój lód mógł mi pomóc. Jemu zresztą też — dorzuciłam zachęcająco, nie mając szczególnej nadziei by Gray przełknął urazoną dumę. Zamilkł na kilka długich minut, podczas których Dreyar uparcie się we mnie wpatrywał, doszukując się odpowiedzi na pytanie, które nie padło. Odpowiedziałam wygładzjąc rysy twarzy i patrząc mu zdecydowanie w oczy. 
Wiedział, że się nie zawaham. Za oknem pojawiła się panorama Atheneum. 

Magia w mieście łączyła się ze sobą tak ściśle, że niektóre jej zapachy były niemal nie do rozdzielenia z innymi. Wszystko było tak naładowane energią że niemal rozsadzało głowę. Z pewnością dałoby się do tego przyzwyczaić po kilku dniach, ale nie należałam do szczególnie cierpliwych, a skoro coś mnie bolało, należało zapobiegać.
— Serio? Jedziesz na przeciwbólowych? — zapytał Dreyar, dyskretnie rozmasowywując sobie skroń i nos na przemian.  Schowałam listek tabletek do nieodłącznej na misjach torby z frędzlami, sprawdziłam obecność, rozejrzałam dookoła razi drugi, i mniej więcej na tym skończyła się moja rola.
— Powiem tak; gorąco jak cholera, chce mi się jeść i co zamierzacie zrobić najpierw? — zapytał Gray, przeciągając się. Zapachy zaczęły zmieniać się w kolory, zupełnie nie rozumiałam dlaczego, ale pochłonęło to mój wzrok na tyle, że stałam z otwartymi ustami i nie ważyłam się ruszyć.
— Widzisz to? — zapytałam szeptem Laxusa, który w odpowiedzi mruknął coś o głupim ojcu i krzywdzie. Red i Mist do spółki z Grayem z naturalnych przyczyn nie widzieli tego, co my, więc poprzestali na wyjaśnieniu (Red złośliwie parsknęła, jakby to była moja wina, że Iskierka był do mnie podobny) i podjęliśmy wstępne działania.
— Najpierw się trochę przejdźmy — poczęstowałam Laxusa dwiema tabletkami i zdzieliłam po łapach gdy chciał wziąć wszystkie na raz. — Myślałam, żeby zaopatrzyć się w mapy. Ktoś musi robić za centrum wiedzy...
— Chcesz porównać starsze i nowe mapy — skonstatowała Red, ale nie dodała nic od siebie. Tch, na nic mądrzejszego by nigdy nie wpadła.
— Pomogę ci w tym — zaoferował się Mist i dostał cięzkie spojrzenie od Graya. — Jeśli dobrze rozumiem, mamy w planach podzielić się na dwie grupy. Druga będzie działać w terenie — dodał, nie reagując.
— Tak chyba będzie najwygodniej... — mruknął Laxus, wtrącając trzy grosze zupełnie o niczym. — Ale zanim się za to zabierzemy, wypadałoby znaleźć spanie.
— Poza tym jest trochę za późno na wypytywanie — zwróciłam uwagę na zachodzące słońce. Podróż zajęła nam kilka godzin, nie wspominając o tym, że znalezienie kwatery na nasze kieszenie też miało pochłonąć trochę czasu. Przeszliśmy podziemnym tunelem, którego ściany pokrywały piękne żółto-pomarańczowe mozaiki, i znaleźliśmy się na spokojniej ulicy. Niektóre szyldy zaczynały świecić i migać we wszystkich kolorach, zapalano lampy uliczne i zamykano drzwi lokali. Jedynie kilka domów dalej głośno się bawiono – pewnie jakaś gospoda czy inny bar.
Ruszyliśmy w przeciwną stronę i rozglądaliśmy się uważnie za skromnie wyglądającym pensjonatem zamiast za eleganckimi obejściami hoteli. Gray uparł się w pewnym momencie by zatrzymać się w paskudnie zwalistym wieżowcu ale Red szybko wybiła mu to z głowy.
— Kto ci da kieszonkowe na choćby tutejszą herbatę?
Taaak, finanse trochę nas ograniczały.  
Miasto było o wiele większe od Magnolii. Ciaśniej zabudowane, dom stał na domie, ale z jakiegoś powodu było tu spokojniej. Nie podobała mi się wysokość tych budynków, bo jednak siedem pięter to trochę za dużo jak na moją ograniczoną głowę, ale pozostali zdawali się tego nie postrzegać jako problemu – przeciwnie, wydawali się pod wrażeniem architektury. Cóż... może faktycznie ozdobione zielieną okna czyniły widok bardziej przystępnym i nie tak pustym.
Nie było możliwości zakupienia map – większość sklepów z podobnym asortymentem była zamknięta więc zaplanowałam to sobie na dzień następny, przez chwilę wyrzucając sobie, że zabrałam tylko jedną mapę z Magnolii.
Ostatnią noc spędziałm na analizowaniu i wytyczaniu ewentualnych miejsc które oznaczyłam na wspomnianej mapie, lecz za późno podjęłam decyzję i nowszych map zwyczajnie nie mogłam dostać.
Swoją drogą należało uzupełnić tę część kolekcji biblioteki Fairy Tail.
Pół godziny marszu, dwie sprzeczki i jedną groźbę później zdecydowaliśmy się iść za moim nosem na przedmieścia, gdzie intensywność magii odrobinę się przerzedziła. Nie kierowałam się żadnym konkretnym zapachem, bo i tak nie mogłam ich rozdzielić, po prostu szłam tam, gdzie było spokojniej.
Gray szedł w ciszy, nie reagując na zaczepki Red czy  Laxusa, ale było po nim widać że ma dość wyprawy. Sądziłam, że starczy mu cierpliwości na co najmniej dwa dni, ale przeceniłam zdolności młodszego maga – biegał z Natsu więc był przyzwyczajony do działania. Naszym jedynym działaniem był marsz.
Kwaterę wybraliśmy na zasadzie wyliczanki i padło na budyneczek o uroczo brzmiącej nazwie „Truskawka”, schowany w bocznym zaułku. Skromnie lecz czysto umeblowany przedsionek w którym przywitała nas właścicielka sprawiał dobre wrażenie, a po ustaleniu ceny cały hotelik nabrał w naszych oczach. Wstępnie wynajęliśmy dwa pokoje na tydzień i do dyspozycji dostaliśmy łazienkę dzieloną tylko przez nas, oraz małą pralnię w piwnicy dostępną ogólnie.  Kobiecina wskazała nam również najbliższe garkuchnie i kawiarnie, obiecała pożyczyć swoją mapę miasta oraz wybrzeża a na koniec zareklamowała kwiaciarnię swojej synowej. Za wszystkie informacje gorąco podziękowaliśmy, odebraliśmy klucze i ruszyliśmy po wyściełanych startą wykładziną schodach.
Na piętrze były cztery pomieszczenia i stopnie na kolejny poziom – poddasze, na którym mieliśmy rezydować. Może kwiaty w wazonach były odrobinę zakurzone i sztuczne ale to nadal było trzysta kryształów za noc.

Późny wieczór spędziliśmy na porównywaniu map. Ta z Fairy Tail była o dziesięć lat starsza niż pożyczona przez właścicielkę, ale wydawało się, że aktualna. Każdy z nas dostał kolorowy zakreślacz i ślęczeliśmy tak, wypatrując ewentualnych zmian.
Gray skapitulował po godzinie i położył się na swoim łóżku, jako że byliśmy w „męskim” pokoju, posyłając mi jedynie rozżalone spojrzenie, jakby obwiniał mnie o stracony czas. Lecz c„terdzieści minut później wykluczyliśmy z mapy gildii osiem zaznaczonych przeze mnie miejsc i zostały nam cztery podejrzane, ponieważ tych właśnie nie było na mapie właścicielki. Jedna była niedaleko Atheneum, druga, po dokładnym sprawdzeniu, była oddalona o cztery godziny rejsu, a pozostałe dwie znajdowały się prawie na granicy z północnym wybrzeżem. 
— Jutro — spojrzałam najpierw na Mista, później na Red — popłyniecie na Rejecte, albo przynajmniej się czegoś o niej dowiecie. Ja, Laxus i Gray popytamy ludzi o Shangrila i dowiemy się czegoś o tutejszych gildiach. Może zechcą nam pomóc
— Po co chcesz w to mieszać obcych? - Red chciałą zadać zupełnie inne pytania i wiedziałam o tym nim otworzyła gębę, ale robiłam przysługę Iskierce, z czego z kolei on zdawał sobie sprawę. Z tego, że to nie była bezinteresowan przysługa też.
— Dlatego że nie szukamy jedynie Jellala, a całego systemu  R, Cyganko. Mogę wziąć odpowiedzialność za rozwalenie tego minaretu, ale nie za ludzi którzy tam harują. A w ogóle to nawiązywanie przyjaźni między gildiami...
— Nie zaprzyjaźnią się z nami jak zobaczą, że węszymy na ich terenie — wtrącił przytomnie Laxus, spoglądając na zegarek.
— Nie węszyłabym gdybym nie miała konkretnego powodu, o którym oni nie wiedzą, więc jak mogą mieć do mnie pretensje?

Laxus nie odpowiedział, może zrozumiał że mnie nie przegada a może zwyczajnie mu się nie chciało – ciężko to było okreslić. 
— Bo należymy do Fairy Tail — podsunęła  Red tonem który wszystko wyjaśniał. Odczekałam kilka chwil na wyjaśnienie, ale skoro nie nadchodziło, postanowiłam sama dopytać.
— I to znaczy że...?
— Że gdziekolwiek się pojawiamy siejemy zniszczenie. Żadna normalna gildia nie zgodzi się na naszą obecność. Wywalą nas — sprecyzowała ponuro, ale powstrzymała się od komentarza na temat tego, kto doprowadził do takiej sytuacji. Laxus nie miał nastroju na żarty.
— Wolałbym tu zostać przez jakiś czas i pozbyć się wątpliwości — powiedział Mist. O wyraźniejszy sygnał byśmy niczego w tym mieście nie dotykali było trudno.
— Słuchajcie — oparłam się o łóżko Graya i popatrzyłam po nich — jak dla mnie to wszystko utrudniacie, ale niech będzie, jestem w mniejszości.
— Gdyby banda magów kazała ci się wynosić i oddać wszystkie portfele, które zwinęłaś do tej pory, to rzeczywiście posłusznie byś wróciła do  Magnolii. A później jeszcze wysłała im kwiaty w podzięce — skrzywił się Dreyar, po czym ziewnął i z utęsknieniem spojrzał na łóżko.
— Nie, rozwaliłabym całe ich miasto, że nie byłoby kamienia na kamieniu — zgodziłam się uczciwie — ale zanim, to na pewno jakoś dałoby się ponegocjować o te portfele. No dobrze — zgodziłam się, gdy Laxus, rozdrażniony do ostateczności, szykował się do kłótni a w sukurs szła mu Red — nikomu nie będę mówić kto jestem ani skąd, o was też ani słowa i w ogóle nie będę pytała o nic poza dziwnymi wydarzeniami.
— Ani o portfele — zwróciła uwagę Cyganka, patrząc na mnie tak jakoś... z pogardą.

— No... — przewróciłam oczami — niech będzie.


Makarov bardzo chciałby powiedzieć, że od wyjazdu Graya Natsu zrobił się spokojniejszy, nie biegał po gildii, nie wrzeszczał i nie domagał się walki, ale byłoby to wielkie kłamstwo. Wiernie sekundował mu Wacaba, ponieważ jego najlepszy przyjaciel  Macao już od jakiegoś czasu zajęty był tajemniczą pięknością z okolic Złotego Osiedla w północnej części miasta. Do wesołej kompanii od czasu do czasu włączał się Bickslow, ale tylko zagrzewając dwójkę magów do boju pięknymi słowami jak „do pierwszej krwi” albo „za Fairy Tail”. Okeyla głośno pokłóciła się z Mirajane więc przynajmniej z ich strony był spokój, ale szybko doczekały się następczyń w postaci Erzy i Laki. Ujmując krótko; w gildii panował zwyczajny harmider.
Makarov skończył wypełniać dokumenty dla Tristiny – członkini Rady Magicznej, skreślił kilka serdecznych słów do starego Yajimy, zrobił wstępny bilans poprzedniego miesiąca i pozwolił sobie na chwilę przerwy. Odpalił fajkę i dolał sobie trochę ciepłego piwa, rezygnując po pierwszym łyku. W gabinecie był nieznośny upał.
Siedząc w fotelu i rozmyślając nad przyszłymi wydatkami Tytan zupełnie wyłączył się na hałasy z głównej Sali, które w pewnym momencie zniknęły. Dopiero pukanie do drzwi zwróciło jego uwagę.
— Gildarts! Kopę lat! Gdzieś ty się podziewał? — zawołał, zeskakując z krzesełka i dreptając w stronę przybysza.

— Tu i tam. Dobrze cie widzieć, mistrzu. Właściwie wróciłbym wcześniej ale pewne sprawy mnie zatrzymały. Nie będę ci przeszkadzał, konam ze zmęczenia, chciałem tylko zapytać o plotki. Doszły mnie słuchy że w gildii przebywa buntowniczka ze Wschodu.


Droga siostro
Mam nadzieję że ty i Ace radzicie sobie na pustyni. Będąc tutaj mam wrażenie, że długo się nie zobaczymy. Jest mnogość sytuacji które mogą się wydarzyć, o czym niedługo oboje usłyszycie, ale mam nadzieję, że uda mi się uniknąć najgorszego.
Do zobaczenia
Naina


Następnego dnia po krótkim śniadaniu i dalszym ciągu sprzeczki między mną a Red, ustatliliśmy, że należałoby wziąć się do roboty. Mmistgun i Red ruszyli do portu, mając nadzieję na rejs na Rejecte, a ja, Laxus i Gray zostaliśmy w kwaterze. Siedzieliśmy z Dreyarem naprzeciw siebie, ja po prawej miałam brata, który z błyszczącymi oczami oczekiwał, że teraz zacznie się jatka i będziemy rozwalać całe miasto.
— Za cholerę nie wiem, gdzie powinniśmy szukać — przyznałam szczerze, patrząc prosto na Laxusa. Uśmiechnął się, jakby to przewidział, a potem wypalił:
— Ja tak samo.
— I wy macie doświadczenie? — Gray spojrzał na nas z niedowierzaniem, a gdy trochę ochłonął zaczął myśleć o ewentualnych miejscach. Nieznajomość miasta wcale mu nie przeszkadzała, wszak każde miasto miało stały schemat architektoniczyny.
— Może powinniśmy poszukać w starych gazetach? — podsunął po chwili.
— Czyli stały punkt wycieczki, biblioteka. To już się robi nudne.
— Ja tam bym zapytała właścicielkę w pierwszej kolejności. Wynajmuje ludziom pokoje, na pewno coś słyszała — zaproponowałam, notując sobie w pamięci pomysł z gazetami. Byłoby to czasochłonne, ale z braku innych opcji... Przecież wyjście na ulicę i jawne rozpytywanie o dziwne rzeczy sprzed kilku lat byłoby co najmniej podejrzane.
— Mówiłaś, że masz plan — przypomniał sobie Laxus, gdy zbieraliśmy się do odwiedzenia właścicielki.
— Miałam. Tylko ograniczony. Jeśli Red i Mist nic nie znajda na Rejecte, a my nie dowiemy się niczego o Shangrili, to trzeba spróbować z pozostałymi dwiema...
— Ale jak, skoro nawet nie mamy pomysłu gdzie zacząć?
— Pracuję nad tym.

— Przyjdzie dzień, Naina, przyjdzie taki dzień...
Wywiad środowiskowy z właścicielką nie wykazał zupełnie niczego. Nie słyszała, nie widziała, nie pamiętała. Klapa. Zaproponowała nam zajść do cechu marynarzy, w którym moglibyśmy znaleźć kogoś z informacjami, ponieważ miasto miało kontrakty z sąsiednimi wyspami i zaopatrywało je we wszelkie dobra.
— Na pewno jakaś dobra dusza udzieli wam wiadomości w tym temacie, szanowni państwo, bowiem tutejsi ludzie słyną z miłego usposobienia i chęci nei sienia pomocy. Pamiętam, jak moja synowa...
— Z chęcią byśmy posłuchali, ale goni nas czas. Pani wybaczy — przerwał jej Laxus, próbując w przypływie dobrej woli zamaskować znudzony ton. Niemal wyrzucił nas na ulicę i pierwszego napotkanego człowieka zapytał o wspomniany cech.
— Ktoś nam podmienił Iskierkę — mruknęłam do Graya.
— Nie, cały czas taki jest. Chyba wziął sobie na poważnie słowa dziadka o odpowiedzialności.
Dreptałam chwilę w miejscu, czekając aż Laxus skończy rozmawiać, i w pewnej chwili ktoś mnie trącił. Ludzi na ulicy było sporo a nasza czwórka stojąca na uboczu mogła komuś zastąpić drogę, więc to nie było nic niezwykłego. Spojrzałam na przechodnia z uśmiechem, już otwierając usta by przepraszać...
— Błagam o wybaczenie, Valkirio.
Spod kaptura błysnęły ciemne oczy gdy mężczyzna wyciągał rękę w stronę odwróconego do nas Graya. Znałam tę twarz, widziałam ją...
Spanikowałam.

No to może trochę orędzia. 
Umówmy się, dobra? Pls, z kimś musze się umówić, bo nie dam rady. Jak coś mnie wiąże to to na mnie działa. Rozdziały co dwa tygodnie. Na razie nie dam rady szybciej, a jeśli dam, to przynajmniej miła odmiana. 
Sprawa przedstawia się tak, że plan jest. I jest to plan na następne cztery serie.Tylko brakuje mi chęci. Dobra, dobra, to mój problem, wiem. Nic nie będę zapowiadać. Spróbuję to ogarnąć. 
Domyślam się że w tekście są błędy, za które przepraszam, ale jeśli chodzi o nieplanowane przerwy (domyślicie się o których mówię) to się poddaję. Nie mam pojęcia jak je usunąć, żeby były tam gdzie mają być, a nie było tam gdzie im nie wolno. Mam nadzieję że to nie zepsuje jako takiej przyjemności czytania. 
Dalej.
Zdaję sobie sprawę że poprzednie rozdziały zionęły nudą i były w większości nieprzemyślane. Dzisiaj nic na to nie poradzę, bo nie będę redagowała prawie trzydziestu rozdziałów których, hej, nie oszukujmy się, i tak nikt nie przeczyta. Poza tym za dużo zachodu z nowymi, żeby się starymi zajmować - po prostu. Więc zostawimy je, wy mi je wybaczycie i dalej spróbuję pisać lepsze. Jeszcze dziś powinnam wstawić rozpiskę rozdziałów z ewentualnymi datami publikacji.
I chyba tyle. Więc o ile ktokolwiek to przeczyta, to przeprzepraszam za nieobecność, nie pierwszą i pewnie nie ostatnią. Ale nic nie poradzę, muszę to dokończyć. To siedzi we mnie. Jakkolwiek to brzmi. 
Pozdrawiam. Bez Iskierki bo dawno się obraził.

2 komentarze:

  1. Hy. Hyhyhy. Nie śmiałam zapytać, czy coś tu się pojawi...
    A sama se nie zaglądaj nigdzie, jak nie chcesz, tch, nie będziesz mi mówić.
    Oczywiście przeczytam z ogromną przyjemnoscią, bo wiesz, wiesz? Tęskniłam, wyobraź Ty sobie!
    Z całą też przepraszam bardzo... Raczej z całym. Swoim. Oburzeniem. Muszę zaprotestować, jakoby kurwa mać coś było nie przemyślane i nudne. Nie obrażaj mi, dobre?! Mojego gustu np! Bo, sorry, ja nie piszę ludziom tego, co nie myślę i miałam zawsze porcję emocji, porządną dawkę, kiedy tu siedziałam i naprawdę, zbieram się do zobaczenia całego fairy, ostatnio nawet maniaczyłam na ich wikii, bo no bo przez Cb, boś mi zaszczepiła to właśnie Laxusem i myślę, że wpadnę to tak jak w blicza, jak się porządnie za to wezme (bo tam dużo fajnych dup jest!), więc PROSZĘ MI NIE OBRAZAĆ, DOBRE?! Może ktoś ma inny gust, jego niewyszukana brocha, ja sie zawsze bawiłam tu świetnie i zamierzam MAM NADZIEJE bawić sie tak dalej.
    Och kurwa no. Bez fochów bez niczego, ale Rhan, kurwa no. Niech włąśnie to będzie, była ta OSTATNIA przerwa. Przynajmniej dopóki czegoś nie skończysz. (a potem jedz w pizdu na wakejszyn ale WROC) Ok, ja tez nie grzesze regularnoscia, wiec nie che wyjsc na hipokryte, ale Tyś jest lepszy agent niż ja.
    Ale Rhan, my chcemy zebyś była i pisała. Tb się wydaje, że nikt nie przeczyta sratatata i wiesz co? No właśnie. Wydaje Ci się. Wiem, co mówię.
    Oczywiscie, że teraz pisanie od nowa tysiecy rozdziałow, to nie dobry pomysl - bo ani nie były kurwa złe, ani (nie pasuje mi konstrukcja zdania ale sie wjebalam wiec ciagne) ani szkoda czasu, ktory mozesz przeznaczyc wlasnie na kontynuacje. Ale pamiętaj. Wydaje Ci się, że nikt nie czyta. Więc wychodź z załozenia, ze czytelnika masz i dbaj o niego! (czyt. nie porzucaj nas, chociaż słyszałam nawet taka opinie ze jak sie nie ma czytelnika to ie warto kurwa dbac o jakosc tego co sie pisze, oczywiscie moj gniew byl srogi po uslyszeniu takiej bzdury).
    No ok. ok. Bądźmy na clear, ale bądźmy, savy?
    E?!
    Tak żeby się Iskierka też odobraził ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już... nigdy więcej... buhuuuuu
      Savy!
      Wysłałam Ci maila, weź go sprawdź.

      Usuń